Przejmujące wyznanie idola nastolatek: Została mi tylko jedna funkcjonująca komórka mózgowa

Robert Pattinson dawno już udowodnił, że łatka idola nastolatek z czasów sagi "Zmierzch" to odległa przeszłość. Dziś Brytyjczyk należy do najbardziej wszechstronnych i bezkompromisowych aktorów swojego pokolenia. W wywiadzie dla Süddeutsche Zeitung, przeprowadzonym w londyńskim hotelu Rosewood podczas przerw w przygotowaniach do kolejnych wymagających projektów, aktor pokazał rzadko spotykaną u gwiazd autoironię i podzielił się poruszającym wyznaniem na temat dawnego stylu życia i kondycji psychicznej.
„Kiedyś co wieczór kompletnie świrowałem”
Pattinson bez ogródek podsumowuje lata, w których nagła sława i presja show-biznesu niemal wymknęły mu się spod kontroli:
Kiedyś każdego wieczoru kompletnie odlatywałem” – przyznaje bez ogródek, nawiązując do dawnych prób radzenia sobie z przytłaczającą rzeczywistością i poczuciem utraty steru nad własnym losem.
Gwiazdor nie ucieka od czarnego humoru, żartując z własnego obecnego stanu umysłu. Choć filmografia aktora pęka w szwach od sukcesów, sam z dystansem stwierdza, że po tych wszystkich latach na szczycie, została mu już chyba „tylko jedna funkcjonująca komórka mózgowa”. Za tą pozorną kpiną kryje się jednak głębsza refleksja nad ceną, jaką płaci się za intensywną pracę na planie i nieustanne wchodzenie w psychikę skomplikowanych jednostek.
Dlaczego znowu „dziwak”? Pattinson jako Chris Hansen w Primetime
Głównym pretekstem do wywiadu stał się najnowszy głośny thriller psychologiczny „Primetime” w reżyserii Lance’a Oppenheima (produkcja studia A24). Pattinson wciela się w nim w postać inspirowaną Chrisem Hansenem – gospodarzem osławionego w latach 2000. amerykańskiego reality show To Catch a Predator.
W formacie tym dorośli wolontariusze i ekipa telewizyjna prowokowali internetowych drapieżców seksualnych, zwabiając ich przed ukryte kamery, gdzie Hansen bezlitośnie konfrontował ich na oczach milionów widzów, zanim do akcji wkroczyła policja.
Pogoń za sławą ponad etykę: Film przedstawia postać Hansena nie jako jednoznacznego bohatera, lecz jako człowieka opętanego żądzą oglądalności, którego moralna misja szybko zamienia się w cyniczną machinę medialną.
Cienka granica między katem a ofiarą: Jak zauważa recenzent "SZ", w interpretacji Pattinsona bezwzględne dążenie dziennikarza do widowiska sprawia, że mężczyźni wpadający w pułapkę paradoksalnie sami zaczynają momentami przypominać ofiary telewizyjnego linczu.
Praca nad głosem na ulicy: Pattinson wyznał, że tak obsesyjnie badał specyficzną kadencję głosu i podcasty Hansena, iż powtarzał jego teksty na głos, spacerując po ulicach, czym wzbudzał konsternację przypadkowych przechodniów.
Aktor otwarcie odpowiada na pytanie, dlaczego tak konsekwentnie unika bezpiecznych, klasycznych ról i wybiera postaci moralnie niejednoznaczne, wręcz odpychające. Dla Pattinsona to właśnie w badaniu ludzkich obsesji, pęknięć i momentów zatraty kontroli tkwi prawdziwa esencja kina.
źr. wPolsce24 za "Süddeutsche Zeitung"









