Przerażający potwór zjada nasze miliony! Poseł PiS odsłonił jego twarz skrytą za maską złoczyńcy i wywołał burzę
Pamiętacie państwo legendarne odcinki kreskówki o psie Scooby-Doo? W każdym z nich po okolicy grasował rzekomo straszliwy upiór, który siał postrach wśród mieszkańców, a na końcu okazywało się, że to zwykły cwaniak w gumowej masce. Dokładnie ten sam scenariusz funduje nam obecna ekipa rządząca - mówił Kanthak
Od miesięcy słyszymy bowiem baśnie o tym, że dziura w budżecie to „obiektywne okoliczności”, a gigantyczny deficyt to niemal zjawisko przyrodnicze – ot, spadł z nieba jak ulewny deszcz. Żadnych winnych, czysta metafizyka!
Sejmowy happening bez litości: To nie duch, to Domański!
Z tą bajkową narracją bezlitośnie rozprawili się posłowie opozycji. Podczas konferencji prasowej z udziałem m.in. Jarosława Wieczorka, Michała Mosia i Jana Kanthaka, ten ostatni postanowił zdjąć kominiarkę z podobizny tego rozbójnika. Przed kamerami stanęła zamaskowana postać z serduszkiem w klapie – personifikacja owego „budżetowego potwora”.
Kiedy Kanthak energicznym ruchem zerwał kominiarkę, oczom dziennikarzy ukazał się... Andrzej Domański. Minister finansów we własnej osobie (choć w wersji kartonowej).
Jak celnie punktował poseł, nie ma żadnego ducha grasującego po nocach w gmachu przy Świętokrzyskiej i dopisującego zera do długu publicznego. Nie ma bezimiennego „ciasteczkowego potwora”, który pochłania miliard za miliardem. Jest konkretny człowiek z krwi i kości – minister, który sprawia, że Polska zadłuża się w tempie miliarda złotych dziennie!
Kanthak nie gryzł się w język, nazywając sternika naszych finansów „utracjuszem”, który w cztery lata zamierza wygenerować dług porównywalny z zadłużeniem narosłym przez... 33 lata rządów poprzedników. Rachunek za tę wesołą twórczość wystawiony zostanie – a jakże – naszym dzieciom i wnukom.
Paliwo po 5,19 zł? Chyba w snach „Herr Tuska”
Cały ten sejmowy spektakl świetnie koresponduje z codziennością zwykłego Polaka, który zamiast bajek o „europejskim dobrobycie” zderza się ze ścianą na stacji benzynowej.
Przedwyborcze zaklęcia o litrze benzyny za 5,19 zł dawno rozpłynęły się w oparach absurdu. Dziś kierowcy patrzą na pylony ze strachem. Choć rząd dumnie odtrąbił kosmetyczne obniżki, w studiu programu „Kawa z Wikłą” komentatorzy szybko obnażyli tę iluzję – marże hurtowe wzrosły, a ceny detaliczne z dnia na dzień znowu pełzają w górę.
Pieniędzy starczy im może do końca grudnia, a na święta znowu dostaniemy po kieszeni” – słyszymy w kuluarach.
Ale przecież według koalicji wszystko jest pod kontrolą, a jeśli komuś brakuje do pierwszego, to widocznie padł ofiarą... złych uroków, a nie błędów Andrzeja Domańskiego i Donalda Tuska.
Pora wreszcie przestać udawać, że za pustki w państwowej kasie odpowiadają siły nieczyste. W sejmowym „Scooby-Doo” maska opadła. Pytanie tylko, czy Polakom starczy popcornu na oglądanie tego festiwalu nieudolności, zanim rachunki za prąd, gaz i paliwo ostatecznie zgaszą światło w tym teatrzyku.
źr. wPolsce24









