Groźny szeryf z Al. Ujazdowskich kontra piksele. Internet bezlitośnie kpi z krucjaty Donalda Tuska

Szeryf wkracza do akcji: Tusk odkrywa „gaming”
Zaczęło się z patosem godnym filmów sensacyjnych klasy B. Premier zwołał pilną naradę, wyszedł przed kamery ze śmiertelnie poważną miną i zdiagnozował problem: polskiej młodzieży zagraża… „gaming” oraz mroczne zakamarki Internetu. Człowiek, który od miesięcy nie potrafi uporać się z dziurą budżetową ani chaosem we własnej koalicji, nagle postanowił wcielić się w rolę wszechwiedzącego wychowawcy narodu. Machanie szabelką pod hasłem „ratowania dzieci” miało zapewne przykryć bezradność aparatu państwa.
Zamiast jednak zyskać poklask, Donald Tusk zaliczył spektakularne zderzenie ze ścianą rzeczywistości. Reakcja sieci pokazała dobitnie, jakim „respektem” cieszy się obecnie szef rządu.
Walka śmiechem. Internet tworzy „listy grozy”
Polski Internet – od lat uodporniony na polityczną tromtadrację – nie zamierzał kłaniać się w pas moralizującemu premierowi. Zamiast lęku przed zapowiadaną cenzurą i ministerialnymi dekretami, sieć zalała fala kpin i trollingu.
Doskonałym przykładem jest profil „Mamy Przeciwko Grom”, którego wpisy stały się wręcz podręcznikowym festiwalem parodii urzędniczego zamordyzmu. Postulaty typu:
Ogranicz dostęp do brutalnych gier komputerowych już dziś. Działaj, nie zwlekaj. Twoje dziecko Cię potrzebuje”
czy rzewne apele fikcyjnych matek („Katarzyny i Marzeny”) o powrót do metod dyscypliny z głębokich lat 80., idealnie obnażyły mentalność obecnej władzy. Gdy czytamy, że „w latach 80-tych żadnemu dziecku nie przyszłyby takie problemy, gdyż nauczyciele mieli metody nacisku”, a zaraz obok podawany jest numer telefonu zaufania, trudno o lepsze podsumowanie mentalnego zacofania polityków, którzy współczesny świat technologii rozumieją na poziomie magnetowidu VHS.
Jak słusznie zauważył branżowy portal PPE, cała ta farsa szybko przerodziła się w festiwal absurdalnych „list niebezpiecznych gier dla dzieci”. Obok gangsterskich porachunków z GTA, internauci – w geście totalnej drwiny z rządu – zaczęli wciągać na czarne listy tytuły pokroju Minecrafta, symulatorów farmy czy beztroskich platformówek, pokazując, dokąd prowadzi logika urzędowej kontroli. Bo przecież w świecie urzędnika kopanie wirtualnych marchewek to prosta droga do anarchii.
Despota w oparach absurdu
Historia uczy, że politycy o zapędach autorytarnych najbardziej boją się jednego: utraty powagi. Gdy władza mówi groźnym tonem o „kontroli”, „blokowaniu” i „regulacjach”, a w odpowiedzi dostaje memy z pikselowymi potworkami i salwy śmiechu, jej oręż po prostu tępieje.
Donald Tusk chciał wystąpić w roli twardego męża stanu chroniącego najmłodszych. Zamiast tego stał się bohaterem internetowych skeczów o starym wujku, który potknął się o kabel od konsoli i uznał, że to spisek mający na celu zniszczenie cywilizacji. Dzisiejszy rechot w sieci to nie tylko niewinna rozrywka – to jasny sygnał, że Polacy przejrzeli tę grę i nie zamierzają traktować szeryfa z Ujazdowskich poważnie. Szkoda tylko, że w tym wszystkim rozmywany jest faktyczny problem, jakim jest rosnąca agresja wśród najmłodszych.
źr. wPolsce24 za ppe.pl









