Zwycięstwo Bąkiewicza. Sąd podważył oskarżenia władz

To była głośna historia, bo dotyczy wyjątkowo irytującego obecne władze aktywistę i polityka, byłego prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości i lidera Ruchu Obrony Granic Roberta Bąkiewicza.
Kotwica na ministerstwie
W styczniu 2024 r. w na fasadzie siedziby Ministerstwa Klimatu i Środowiska namalował on znak Polski Walczącej, czyli tzw. kotwicę. Jak sam tłumaczył na nagraniu zamieszczonym w mediach społecznościowych, chodziło o formę protestu przeciwko działaniom minister Pauliny Hennig-Kloski. Nakazała ona bowiem usunąć z siedziby ministerstwa tablic poświęconym Żołnierzom Wyklętym oraz znaku Polski Walczącej symbolizującej polski opór wobec hitlerowskich Niemiec.
Po miesiącu namalowany przez Bąkiewicza zna został usunięty przy pomocy preparatów chemicznych, które później spłukano wodą pod wysokim ciśnieniem. Portal Gazeta.pl, który opisuje całą sprawę, przypomina, że prace trwały kilka godzin i kosztowały około 3,7 tys. zł.
Bąkiewicz całą sumę przelał później na konto ministerstwa.
Skarga konserwatorów
Ale do prokuratury trafiło już zawiadomienie, które złożyli stołeczny i wojewódzki konserwatorzy zabytków, skarżąc się na zniszczenie elewacji.
W kolejnych miesiącach Bąkiewiczowi postawiono zarzuty, a następnie skierowano akt oskarżenia dotyczący trwałego uszkodzenia "struktury szydłowieckiego piaskowca jasnożółtego" fasady budynku.
Sprawa trwała do lipca, gdy Bąkiewicz został uniewinniony. Po wyroku oskarżył rząd o "brudną polityczną grę". W zamieszczonym wówczas wpisie stwierdził także, że władze "próbowały wsadzić go za obronę Polski Walczącej".
Skąd taki wyrok?
Teraz Gazeta.pl dotarła do uzasadnienia wyroku. Sąd wskazał, że brak jest podstaw do uznania, że Bąkiewicz dokonał uszkodzenia zabytku. Jak podkreślono, napis został usunięty "przy zastosowaniu techniki hydrodynamicznej, która jest łagodną, nieinwazyjną metodą stosowaną przy ochronie zabytków w celu uniknięcia uszkodzenia materiału kamienia".
Sąd zauważa, że po czyszczeniu na fragmencie elewacji, na którym znajdowała się farba, nie stwierdzono ubytków w materiale. Nie ostały się także żadne pozostałości po farbie.
Dodatkowo w uzasadnieniu wskazano, że oskarżony, jak sam twierdził, "nie miał świadomości co do unikalnego charakteru gmachu budynku" i przekazał ministerstwu kwotę, która wcześniej przeznaczona została na usuwanie farby.
źr. wPolsce24 za gazeta.pl









