Policja zakończyła poszukiwania Polki, która zaginęła na Majorce. Zaskakujący finał głośnej sprawy

Głośna sprawa miała swój początek w połowie kwietnia. 33-latka, która mieszkała na tej wyspie od zeszłego roku, rozmawiała wtedy z bratem przez telefon, kiedy połączenie zostało nagle przerwane. Cztery dni później jej rodzina dostała wiadomość, wysłaną z konta na Instagramie nieznanego im mężczyzny, że skradziono jej telefon, portfel i dokumenty. Hiszpańska policja potwierdziła, że zgłosiła im kradzież, ale policjanci nie mieli nagrań z monitoringu, które by potwierdzały, że przyszła tam sama.
Nie wiedziała, że jest poszukiwana
Po wysłaniu tej wiadomości Anna nie nawiązała już kontaktu z rodziną. 11 maja zaniepokojona rodzina zgłosiła jej zaginięcie. Rozpoczęły się intensywne poszukiwania, w których, oprócz hiszpańskiej i polskiej policji, wziął udział międzynarodowy zespół prywatnych detektywów. Sprawą zainteresowały się także media. Na policję zgłaszały się osoby, które twierdziły, że ją widziały, ale kolejne tropy nie przynosiły przełomu.
Zmieniło się to na początku czerwca. Wtedy sama zaginiona skontaktowała się z rodziną. Powiedziała jej, że wszystko z nią w porządku, Nie wiedziała, że jest poszukiwana, miała się o tym dowiedzieć od osoby, która obejrzała poświęcony jej reportaż. Jej rodzina od początku przyznawała, że kobiecie zdarzało się długo milczeć i kontakt z nią był sporadyczny, ale okoliczności jej „zaginięcia” zaniepokoiły ich na tyle, że zdecydowali się w końcu na zgłoszenie tego policji.
Jej siostra relacjonowała, że 33-latka podczas rozmowy z nią była zmieszana i zdezorientowana. Stwierdziła także, że powiedziała jej, że mieszka w hostelu, w którym wcześniej szukała jej policja. Sama rozmowa potrwała tylko kilka minut, bo rzekomo rozładował jej się telefon. Nieco później Anna W. udzieliła wywiadu TVN-owi. W jego trakcie była już spokojna, wręcz beztroska.
Policja upewniła się, że nic jej nie grozi
Mimo nawiązania z nią kontaktu policja zachowywała ostrożność. Nie byli pewni, czy kobieta faktycznie jest bezpieczna. Asp. Krzysztof Socha z KMP w Gnieźnie powiedział "Faktowi", że w takich sytuacjach zawsze trzeba brać pod uwagę wszystkie scenariusze, w tym to, że dana osoba została zmuszona do wykonania telefonu do bliskich.
Teraz jednak "Fakt" informuje, że policja oficjalnie zakończyła czynności związane z jej poszukiwaniami.
W piątek, 5 czerwca zaginiona kobieta stawiła się osobiście w jednym z komisariatów policji na Majorce. Okazało się, że jest cała, zdrowa i nic jej nie zagraża. Brak kontaktu z rodziną tłumaczyła kradzieżą telefonu komórkowego" – powiedziała Anna Osińska z gnieźnieńskiej policji. Podziękowała też osobom, które pomagały w poszukiwaniach i dziennikarzom, którzy nagłośnili tę sprawę.
źr. wPolsce24 za Fakt.pl











