Trafił do szpitala po ataku padaczki, trzy dni później zmarł. Prokuratura bada sprawę 29-latka

Dramat 29-letniego Kacpra Bucki zaczął się 31 sierpnia. Mężczyzna cierpiał m.in. na cukrzycę typu I, niewydolność nerek i padaczkę. Tego dnia wrócił z dializ. Jego bratowa, pani Anna, powiedziała TVN 24, że źle się czuł, wymiotował. Nad ranem dostał ataku padaczki. Jego rodzina wezwała pogotowie.
Chcieli odstawić go do domu
Mężczyzna został zabrany na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Świdnicy. Tego samego dnia rodzina dostała informację, że karetka odwiezie go do domu. Pani Anna powiedziała dziennikarzom, że jak go przywieziono, był ubrany tylko w pieluchomajtki i przykryty folią. Mężczyzna był przytomny, ale niekontaktowy. Jego rodzina była przekonana, że powinien zostać w szpitalu. Straszyli nas policją, że zostanie wezwana, bo nie chcemy Kacpra przyjąć do domu. W takim stanie człowieka przyjąć do domu? My byśmy byli za to odpowiedzialni – twierdzi. Ostateczni odmówili i mężczyzna wrócił na SOR.
28 września, kiedy otrzymała dokumentację dotyczącą jego pobytu na SOR, rodzina dowiedziała się, że ich krewny był we wtorek, 1 września, reanimowany. Jego rodzina nie rozumie, jak kilka godzin później podjęto decyzję, że można odesłać go do domu.
Powiedziano im, że mają przygotować się na najgorsze
Gdy następnego dnia odwiedzili go w szpitalu, leżał na sali obserwacyjnej nago, ale dał radę się ubrać. Lekarz spytał ich, czy przyjechali go odebrać, bo został wypisany. Gdy powiedzieli mu, że jest w zbyt złym stanie, poinformował ich, że zostanie przewieziony do szpitala psychiatrycznego i traktowany jako osoba bezdomna. Jego bliscy twierdzą, że tego dnia nie wykonano zaplanowanej dializy, chociaż potrzebował jej z powodu niewydolności nerek. Później lekarz psychiatra miał stwierdzić, że nie jest to pacjent wymagający leczenia psychiatrycznego, lecz osoba ciężko chora, która powinna przebywać w szpitalu – relacjonuje kobieta.
Po konsultacji mężczyzna wrócił do Świdnicy. W kolejnych godzinach jego stan gwałtownie się pogorszył. Doszło do zatrzymania krążenia, konieczna była reanimacja. Zabrano go na Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii. W piątek jego rodzinie powiedziano, że jest w stanie agonalnym i muszą przygotować się na najgorsze. Dzień później, 5 września, 29-latek zmarł.
Sprawę bada prokuratura
Jego rodzina liczy, że uda się wyjaśnić wszystkie okoliczności leczenia i śmierci ich bliskiego. Zgłosiła już sprawę do Rzecznika Praw Pacjenta i zapowiada złożenie zawiadomienia do prokuratury. Jak informuje TVN 24, Prokuratura Okręgowa w Świdnicy wszczęła już z urzędu postępowanie sprawdzające w tej sprawie, na podstawie informacji prasowych.
Postępowanie jest prowadzone w kierunku narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia oraz nieumyślnego spowodowania śmierci. Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Świdnicy Mariusz Pindera poinformował, że to wstępna kwalifikacja, a sprawa jest na etapie postępowania sprawdzającego. Prokurator ma 30 dni na podjęcie decyzji, czy będzie zachodziło uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa i czy istnieją podstawy do wszczęcia śledztwa – powiedział.
Trwa postępowanie wewnętrzne
Grzegorz Kloc, dyrektor Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej w Świdnicy poinformował TVN 24, że w związku ze śmiercią 29-latka prowadzone jest postępowanie wyjaśniające, z ustalaniem okoliczności jego hospitalizacji i szczegółową analizą procesu diagnostyczno-terapeutycznego. W sytuacji stwierdzenia nieprawidłowości zostaną podjęte stosowne działania przewidziane w przepisach prawa i/lub postanowieniach zawartych z lekarzami umów o udzielanie świadczeń zdrowotnych - powiedział.
Biuro prasowe Rzecznika Praw Pacjenta poinformowało, że zwrócił się on już do szpitala w Świdnicy z prośbą o przedstawienie informacji i wyjaśnień dotyczących przebiegu tego zdarzenia. Obecnie czeka na odpowiedź placówki medycznej. Po zapoznaniu się z przekazanymi informacjami Rzecznik podejmie decyzję co do ewentualnych dalszych działań w tej sprawie – przekazało.
źr. wPolsce24 za TVN 24









