Remonty to tylko wymówka? Prawda o spóźnieniach pociągów wyszła na jaw

Katastrofalny spadek punktualności na kolei
Niemal każdy, kto w ostatnich miesiącach planował podróż pociągiem, musiał liczyć się ze stratą czasu na peronie. Ujawnione statystyki potwierdzają to, co pasażerowie odczuwają na własnej skórze. Z danych Ministerstwa Infrastruktury wynika bezprecedensowe załamanie punktualności narodowego przewoźnika.
Wszystkie te dane ujrzały światło dzienne dzięki interpelacji posła Michała Moskala, która wymusiła na resorcie pokazanie skali problemu i oficjalne przyznanie, że na przewoźnika nie nałożono jeszcze kar finansowych. Pełną treść dokumentu wraz z odpowiedzią wiceministra Piotra Malepszaka można sprawdzić bezpośrednio na stronie Sejmu:
W czerwcu 2026 roku zaledwie 58 proc. (dokładnie 58,0%) pociągów PKP Intercity dotarło do stacji docelowej zgodnie z planem. W lipcu wskaźnik ten wyniósł 59,0 proc.. Oznacza to, że latem spóźniało się ponad cztery na dziesięć składów. Zapaść trwa zresztą od początku roku – w I kwartale punktualność wyniosła 64,3 proc., a w II kwartale tylko 68,2 proc..
Dla porównania, w analogicznym II kwartale 2025 roku na czas dojeżdżało aż 80,6 proc. pociągów. W zaledwie kilka miesięcy przewoźnik całkowicie zaprzepaścił wyniki osiągane w poprzednich latach.
Ministerstwo odpiera zarzuty. Winna pogoda, wypadki i... sąsiedzi
Standardowym tłumaczeniem wielogodzinnych opóźnień są zazwyczaj przeciągające się modernizacje torów, jednak statystyki pokazują znacznie szerszy obraz. Rządowa odpowiedź rzuca na sprawę nowe światło.
Ministerstwo broni przewoźnika, wskazując, że w momencie startu ze stacji początkowej (tzw. punktualność na odejściu) pociągi radzą sobie świetnie, a wskaźnik kwalifikowany w każdym miesiącu pierwszego półrocza przekraczał 90 proc., sięgając w kwietniu nawet 97,06 proc..
Problemy zaczynają się dopiero na trasie.
Z dokumentu wynika, że największym pożeraczem czasu nie jest ani samo PKP Intercity, ani remontująca tory spółka PKP PLK. Aż 52,9 proc. wszystkich opóźnień z I półrocza (ponad 469 tysięcy minut) sklasyfikowano jako przyczyny "INNE", uznawane za niezależne od kolejarzy.
Kryją się za tym - w ocenie ministerstwa - m.in. ekstremalne warunki atmosferyczne, strajki, interwencje policji lub służb medycznych, kradzieże infrastruktury oraz wtaczające się do Polski opóźnione składy zza granicy. Wobec tego ostatniego problemu (dziennie przyjmowanych jest ok. 50 pociągów z zagranicy) resort sięgnął po dyplomację: wysłano oficjalne pisma z interwencjami do ministerstw transportu w Niemczech i Czechach z wezwaniem do podjęcia pilnych działań zaradczych.
Przewoźnik wygenerował czterokrotnie więcej opóźnień niż zarządca torów
Nie oznacza to jednak, że strona spółki jest bez winy. W pierwszym półroczu 2026 roku PKP Intercity wygenerowało z własnej winy 330 244 minuty opóźnień. W tym samym okresie zarządca infrastruktury – PKP PLK – odpowiadał za niespełna 87 tysięcy minut. Przewoźnik wygenerował zatem niemal czterokrotnie więcej opóźnień niż zarządca infrastruktury torowej.
Nawet po odliczeniu przyczyn zewnętrznych, w żadnym miesiącu I półrocza punktualność kwalifikowana na przybyciu (zależna wyłącznie od przewoźnika) nie osiągnęła wymaganego w umowie progu 92 proc.. W styczniu wyniosła 71,48 proc., a w czerwcu zaledwie 72,77 proc..
Milionowe kary omijają spółkę
Największe oburzenie wywołuje w tym wszystkim kwestia rozliczeń. Ministerstwo Infrastruktury oficjalnie przyznało, że kary za pierwsze miesiące 2026 roku nie zostały jeszcze nałożone, a sprawa niezmiennie "jest przedmiotem analizy". Z wyliczeń opartych na udostępnionych wskaźnikach wynika, że sama podstawowa część kar mogłaby wynieść około 1,4 mln złotych. Kwota ta jest zaledwie ułamkiem w zestawieniu z 2,76 mld zł gigantycznej rekompensaty, jaką spółka otrzymuje w 2026 roku z budżetu państwa za świadczenie usług.
Resort odmawia pełnej jawności i podania dokładnych kwot, zasłaniając się tajemnicą przedsiębiorstwa.
Pasażerowie płacą za bilety i tracą czas stojąc na peronach, podatnicy płacą miliardy złotych rekompensaty dla PKP IC, a przewoźnik za pierwsze miesiące tego roku nie zapłacił jeszcze ani złotówki kary - punktuje poseł Michał Moskal, zapowiadając konsekwentne domaganie się konkretnych działań naprawczych i rozliczenia odpowiedzialnych osób.
źr. wPolsce24









