Jednoosobowy trybunał w MSWiA. Jak ministerialny podpis zwraca miliony dawnym ubekom

Uznaniowy wytrych: art. 8a w akcji
Mechanizm jest prosty i opiera się na art. 8a ustawy zaopatrzeniowej. Zapis ten pozwala ministrowi spraw wewnętrznych – w ramach mitycznego „szczególnie uzasadnionego przypadku” – wyłączyć wobec konkretnej osoby działanie przepisów obniżających świadczenia. W teorii miała to być wyjątkowa furtka dla jednostkowych, skrajnie nietypowych sytuacji. W praktyce stała się taśmociągiem do masowego cofania rozliczeń z przeszłością.
Liczby nie pozostawiają złudzeń. Od 13 grudnia 2023 roku w MSWiA zapadło już ponad 2,7 tys. pozytywnych decyzji przywracających pełne emerytury i renty. Odrzucono zaledwie 40 wniosków. Efekt finansowy? Do końca sierpnia z kieszeni podatników wypłacono na wyrównania blisko 436 milionów złotych. A to dopiero początek, bo do tego dochodzi niemal 2,6 mld zł wypłaconych z tytułu wyroków sądowych, w których państwo latami ulegało roszczeniom mundurowych emerytów.
Sprawiedliwość dziejowa czy urzędnicza łaska?
Najbardziej bulwersujący w całym procederze jest jego czysto arbitralny charakter. O tym, czy dany funkcjonariusz służący w formacjach totalitarnego państwa odzyska dawne apanaże, decyduje nie obiektywny werdykt niezawisłego sądu na sali rozpraw ani precyzyjnie skonstruowana ustawa przyjęta przez parlament, lecz wola polityczna i podpis szefa resortu. To minister osobiście staje się jednoosobowym sędzią dziejowym: ocenia, co było „krótkim okresem”, co pracą „o charakterze technicznym”, a czyja postawa zasługuje na łaskawe potraktowanie. Wystarczy pomyślny wniosek, by z dnia na dzień unieważnić rozliczenie z 2016 roku i przelać na konto beneficjenta jednorazowe wyrównanie sięgające nierzadko 200–300 tysięcy złotych na czysto.
Kapitulacja państwa bocznymi drzwiami
Powód tej administracyjnej partyzantki jest czysto polityczny. Po zmianie władzy hucznie zapowiadano systemowe rozwiązanie problemu i nowelizację prawa. Jednak perspektywa prezydenckiego weta ze strony Karola Nawrockiego sprawiła, że koalicja zrezygnowała z otwartej walki na argumenty. Zamiast stanąć przed opinią publiczną i wziąć pełną odpowiedzialność za demontaż dezubekizacji, rządzący wybrali drogę na skróty.
Co więcej, ministerialna ścieżka pozwala również „wyczyścić” problem na arenie międzynarodowej. Gdy tylko były funkcjonariusz dostaje przelew na podstawie decyzji z art. 8a, Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznaje sprawę za bezprzedmiotową i skreśla skargę z listy – bez konieczności merytorycznego oceniania samej ustawy.
Sprawa budzi ogromne kontrowersje również z perspektywy zwykłego obywatela. Podczas gdy przeciętny emeryt z trudem wiąże koniec z końcem, a państwo skrupulatnie rozlicza każdą złotówkę w systemie powszechnym, dawni mundurowi aparatu PRL otrzymują gigantyczne wypłaty dzięki jednemu pociągnięciu pióra urzędnika. Dla wielu to nie naprawianie błędów prawa, lecz jawna kpina z elementarnego poczucia sprawiedliwości i powrót do przywilejów minionej epoki tylnymi drzwiami.
źr. wPolsce24 za Rzeczpospolita









