Jak pozbyć się z dróg kierowców bez uprawnień? Ekspert obnażył pomysł posłanki KO

Jednym z najgłośniejszych zdarzeń, w którym brał udział kierowca z zasądzonym zakazem prowadzenia pojazdów, miał miejsce w nocy z 14 na 15 września 2024 roku. Wówczas na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie jadący z dużą prędkością volkswagen uderzył w forda, w którym podróżowała czteroosobowa rodzina. W wyniku zdarzenia zginął 37-letni mężczyzna. Jego żona i dwójka dzieci odnieśli poważne obrażenia. Kierowca volkswagena był pijany, a w przeszłości wystawiono mu aż pięć zakazów prowadzenia pojazdów.
Jednym z nowszych przykładów jest wypadek z początku stycznia. Na warszawskiej Woli kierowca busa firmy kurierskiej śmiertelnie potrącił 14-latka. Sprawca nie tylko nie udzielił ofierze pomocy, ale uciekł z miejsca wypadku i ukrył samochód. Jak się później okazało, nie posiadał on uprawnień do prowadzenia pojazdów, a od 2011 roku aż dziewięciokrotnie był karany za różne przestępstwa.
Jak zapewnić bezpieczeństwo?
Nic dziwnego, że temat walki z lekceważeniem zakazów prowadzenia pojazdów budzi coraz większe dyskusje. Kolejne przykłady, których cały czas przybywa, pokazują, że obecne przepisy nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa na drogach, eliminując z nich osoby, które nie powinny znaleźć się za kierownicą pojazdów. Posłanka Koalicji Obywatelskiej Katarzyna Kierzek-Koperska uważa, że znalazła sposób na poprawę obecnej sytuacji. Napisała w tej sprawie interpelacje do ministrów infrastruktury oraz cyfryzacji.
- Ten sposób nie wyeliminuje wszystkich tych, którzy nie powinni kierować pojazdem, ale można znacznie poprawić sytuację – napisała w nich polityk.
Stacje benzynowe zweryfikują kierowców
Zgodnie z jej pomysłem, zakup paliwa na stacji benzynowej wiązałby się z weryfikacją prawa jazdy. W przypadku braku dokumentu sprzedawca nie mógłby sprzedać paliwa. Zdaniem posłanki można pójść o krok dalej i „zobowiązać stacje paliw do sprawdzania trzeźwości i wzywania policji”.
- Gdy w Polsce chciano zakazać nieletnim spożywania alkoholu, wprowadzono obowiązek dla sprzedawcy sprawdzania dowodu tożsamości, gdy ten ma wątpliwość, czy osoba kupująca alkohol jest pełnoletnia. Podobne rozwiązanie można wprowadzić w przypadku kierowców. Sprzedawca na stacji paliw miałby obowiązek sprawdzić prawo jazdy. Nie mógłby sprzedać paliwa osobom z brakiem dokumentu – argumentuje Kierzek-Koperska w przesłanych do resortów interpelacjach.
- Bez paliwa nie porusza się żaden pojazd, więc stacja paliw jest miejscem szczególnym w tym zakresie. Nawet w przypadku stacji samoobsługowych jest to możliwe do zrealizowania. W Niemczech, aby zakupić papierosy w punktach samoobsługowych, należy skanować dowód osobisty w czytniku. W tym przypadku należałoby skanować prawo jazdy – dodaje.
Spójrzmy realistycznie
Zdaniem przewodniczącego sejmowej Komisji Infrastruktury Mirosława Suchonia z Polski 2050, przepisy, których wprowadzenie proponuje posłanka KO, mogłyby zostać łatwo ominięte.
- Oczywiście, jeżeli projekt trafi pod obrady komisji, to zostanie rozpatrzony tak jak każdy inny, ale intuicyjnie sądzę, że osoby jeżdżące bez uprawnień łatwo ominęłyby przepisy o legitymowaniu. Uważam, że kary dla recydywistów powinny być odstraszające – powiedział Suchoń.
Pomysł Kierzek-Koperskiej nie przekonuje także Łukasza Zboralskiego, redaktora naczelnego portalu BRD24.pl, który jest specjalistą od bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Przypomina on, że obecnie kierowca nie musi posiadać przy sobie fizycznego dokumentu uprawniającego do prowadzenia pojazdów.
- W Polsce nie trzeba mieć przy sobie fizycznego dokumentu prawa jazdy. Obowiązek taki został zniesiony pod koniec 2020 roku. Już samo to sprawia, że pomysł jest karkołomny – ocenia Zboralski.
- Poza tym, dlaczego paliwa nie mógłby kupić pasażer? – dodaje.
W ubiegłym miesiącu do wykazu prac legislacyjnych rządu trafił projekt nowelizacji niektórych ustaw, mający na celu poprawienie bezpieczeństwa ruchu drogowego. Jednym z głównych punktów zmian jest wprowadzenie dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów. Ministerstwo Sprawiedliwości chce także penalizacji wyścigów samochodowych oraz zakazać celowego wprowadzania pojazdów w poślizg, czyli tzw. driftu. Kolejnym założeniem projektu jest podniesienie dolnej granicy świadczenia pieniężnego orzekanego obligatoryjnie za złamanie zakazu prowadzenia pojazdów. Kwota miałaby wzrosnąć z 5 tys. zł do 10 tys. zł.
źr. wPolsce24 za rp.pl