Media w Niemczech zachwycone Zełeńskim. Chwalą ukraińskiego prezydenta za to, że nie przyjechał do Polski

Decyzja prezydenta Zełeńskiego o rezygnacji z udziału w Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy w Gdańsku wywołała potężną burzę dyplomatyczną i medialną w Polsce i na Ukrainie. Co najbardziej uderzające – i co powinno zapalić czerwoną lampkę w Warszawie – zachowanie ukraińskiego przywódcy spotkało się z ogromnym entuzjazmem ze strony niemieckich publicystów.
Jednocześnie widać już, iż ta decyzja nie jest jednoznacznie oceniana na Ukrainie, gdzie część tamtejszych elit mówi wprost o strategicznym błędzie i ignorowaniu najważniejszego sojusznika.
Berlin zaciera ręce: „Dobrze, że nie pojechał”
Niemiecka prasa głównego nurtu nie kryje satysfakcji z faktu, że Zełenski nie pojawił się w grodzie nad Motławą. Wpływowe dzienniki zza Odry, których narrację szeroko cytuje m.in. Deutsche Welle, wprost komplementują ukraińskiego prezydenta za absencję w Gdańsku. W ocenie niemieckich komentatorów, Zełenski wykazał się „dojrzałością”, unikając rzekomego ryzyka, że jego obecność zostanie wykorzystana w wewnętrznej debacie politycznej w Polsce.
Skąd ta nagła troska Berlina o polską scenę polityczną? Niemieckie media sugerują, iż Warszawa mogłaby potraktować wizytę instrumentalnie. Dlaczego Niemcom zależy na osłabieniu unikalnego, strategicznego partnerstwa, jakie zawiązało się między Polską a Ukrainą po lutym 2022 roku?
Być może Niemcy obawiają się tego, iż silny sojusz Warszawy i Kijowa zmniejszyłby rolę Berlina jako głównego rozgrywającego w Europie Środkowo-Wschodniej? Niemiecka prasa mówi to wprost, a chwalenie Zełenskiego za ignorowanie Polski to nic innego jak próba dyplomatycznego usankcjonowania ochłodzenia relacji na linii Warszawa-Kijów.
Ukraińskie elity się budzą? Kliczko: „Powinien tam być”
Warto zauważyć, iż powoli krytyczne głosy płyną wobec postawy Zełeńskiego pojawiają się na Ukrainie. Tamtejsi politycy, znacznie lepiej rozumiejący realia geopolityczne niż berlińscy publicyści, zdają sobie sprawę z powagi sytuacji. Dobitnym tego przykładem są ostre słowa mera Kijowa Witalija Kliczki, który jednoznacznie skrytykował decyzję prezydenta:
Wołodymyr Zełenski powinien był przyjechać do Gdańska. To miasto-symbol, a Polska to nasz kluczowy sąsiad, który otworzył swoje serca i domy w najtrudniejszym momencie naszej historii. Rezygnacja z tej wizyty to błąd, którego nie da się łatwo wytłumaczyć” – słychać w kuluarach ukraińskiej polityki, co mocno wybrzmiało m.in. w relacjach Radia Gdańsk.
Ukraińcy krytycy Zełenskiego wskazują, że gdańskie uroczystości były idealną okazją, aby osobiście, na oczach całego świata, podziękować narodowi polskiemu za bezprecedensowe wsparcie militarne, humanitarne i polityczne.
Mówią też, iż ignorowanie takiego zaproszenia jest odbierane w Kijowie jako przejaw dyplomatycznej ślepoty i ulegania podszeptom innych stolic europejskich, w tym właśnie Berlina, który od lat prowadził politykę ponad głowami Polaków.
Wnioski dla Polski: Naiwność została ukarana?
Coraz wyraźniej widać, iż Kijów, czując rosnące zmęczenie wojną na Zachodzie, zaczyna coraz mocniej orientować swoją politykę na Berlin, licząc na niemieckie wpływy gospodarcze i obietnice szybkiej ścieżki do Unii Europejskiej.
Niestety, odbywa się to jednak kosztem relacji z Warszawą - partnerem lojalnym, ale w oczach obecnych elit ukraińskich „mniej zasobnym”. Kolejne wpisanie się Zełenskiego w niemiecką narrację (podobnie jak wówczas, gdy na polecenie Berlina wspierał Koalicję Obywatelską przed wyborami w Polsce) to wyraźny sygnał, że dotychczasowa polityka bezwarunkowego wsparcia ze strony Polski wymaga natychmiastowej rewizji opartej na twardym realizmie.
źr. wPolsce24











