Tak jeszcze nie było. Islamizacja na ulicach polskich miast, a władza chowa głowę w piasek!
Zakończenie niedawnego ramadanu brutalnie uświadomiło nam, że narastający problem migracyjno-kulturowy coraz bardziej dotyczy też Polski. Wielotysięczne tłumy wyznawców islamu zalały ulice naszych miast. W Krakowie wynajęta specjalnie na tę okazję hala sportowa nie była w stanie pomieścić wszystkich modlących się wyznawców Mahometa.
Jeszcze bardziej alarmujące sceny rozegrały się 20 marca 2026 roku w Gdańsku – podczas święta Eid al-Fitr kilka tysięcy wiernych nie zmieściło się w oliwskim meczecie, w związku z czym modły przeniosły się bezpośrednio na ulicę.
Lawina komentarzy w internecie nie pozostawia złudzeń: jeśli Polska twardo nie przeciwstawi się tej fali emigrantów, wkrótce staniemy się lustrzanym odbiciem zdominowanych przez islam zachodnich metropolii. To, co obserwujemy, to nie jest jedynie "prywatne praktykowanie innej religii". Jak trafnie zdiagnozował to brytyjski konserwatysta Nigel Farage, odnosząc się do publicznych modłów na Trafalgar Square wspieranych przez burmistrza Londynu Sadiqa Khana, jest to „próba otwartego przejęcia, zastraszenia i zdominowania naszego sposobu życia” oraz naszej kultury.
Zachód już się poddaje, a europejskie elity wręcz zachęcają do tych zmian
Dość wspomnieć historyczny, pierwszy iftar zorganizowany w niemieckim Bundestagu przez partię Zielonych . Ryszard Czarnecki z Prawa i Sprawiedliwości wprost ostrzega, że Europa Zachodnia „amputuje swoje korzenie”, doprowadzając do nowej wojny cywilizacyjnej. Fakty są nieubłagane: we Francji już dekadę temu żyło 6 milionów muzułmanów, w Niemczech właśnie przekroczono tę barierę demograficzną, a w Brukseli najpopularniejszymi imionami nadawanymi noworodkom stały się Muhammad i Fatima.
Jak dodaje Ryszard Czarnecki, obrona Polski zależy teraz od postawy naszych władz oraz nieustającej presji opinii publicznej. Pojawia się jednak pytanie: czy możemy czuć się bezpiecznie, gdy na czele polskiego rządu stoi Donald Tusk?
Mowa tu o polityku, który bez mrugnięcia okiem potrafi zaprzeczać własnym słowom i decyzjom – chociażby w kwestiach zamykania porodówek w Polsce, wcześniejszych sugestii o zwerbowaniu Donalda Trumpa przez rosyjskie służby, czy dawnych zapewnień, że do Brukseli się nie wybiera.
Skoro szef rządu rozmija się z prawdą w tak wielu sprawach, czy można mu ufać, że ochroni naszą suwerenność i polską tożsamość przed tym wielkim zagrożeniem? Czas przebudzić się z letargu, zanim chrześcijańska tożsamość naszej ojczyzny stanie się jedynie mglistym wspomnieniem.
źr. wPolsce24








