Pędził ponad 150 km/h, zabił policjanta. Dlaczego nie trafi do więzienia?

Tragedia miała miejsce 23 czerwca 2024 roku w Słupsku. Gerard B. pędził swoim Mercedesem z prędkością dochodzącą do 156 km/h, poruszał się niewłaściwym pasem ruchu, przejeżdżał na czerwonym świetle i łamał inne przepisy ruchu. Na jednym ze skrzyżowań zlekceważył czerwone światło i zderzył się z policyjnym motocyklem.
Dziwaczne zachowanie po wypadku
Jego kierowca, 49-letni podinspektor Rafał Fortuński, trafił do szpitala ciężkim stanie. Niestety, nie udało się go uratować, zmarł po trzech dniach. Oprócz aktywnej służby w policji, był także wykładowcą w słupskiej szkole policji.
Po wypadku sprawca zachował się w dziwaczny sposób. Zatrzymał samochód, wyciągnął telefon i zaczął nagrywać film, na którym, krzycząc po duńsku – Gerard B. jest Polakiem, ale jakiś czas mieszkał w Danii – że policjant zniszczył mu samochód i pytał, kto za niego zapłaci. Krzyczał także, że nienawidzi wszystkich muzułmanów. Opublikował to nagranie w internecie.
Został zatrzymany przez policję, a badanie wykazało, że był trzeźwy i nie znajdował się pod wpływem narkotyków.
Sąd uznał, że był niepoczytalny
Prokuratura postawiła mu zarzut zabójstwa z zamiarem ewentualnym przy pomocy samochodu – co oznaczało, że jej zdaniem prowadząc w ten sposób miał świadomość, że może kogoś zabić i się tym nie przejął. Postawiono mu także zarzut sprowadzenia niebezpieczeństwa spowodowania katastrofy w ruchu lądowym, gdzie za pokrzywdzonych uznano pasażerów miejskiego autobusu i kierowców innych samochodów.
Gerard B. usłyszał też zarzut publicznego prezentowania w internecie nagrań nawołujących do nienawiści na tle różnic narodowościowych i wyznaniowych. Mężczyzna, który wcześniej był karany sądownie w Danii za przestępstwa narkotykowe, przyznał się tylko do tego ostatniego.
Postępowanie toczyło się z wyłączeniem jawności. Sąd Okręgowy w Słupsku stwierdził ostatecznie, że Gerard B. nie miał zdolności rozumienia znaczenia swojego działania ani pokierowania swoim zachowaniem. Oparł się na ekspertyzie biegłych psychiatrów, którzy po kilkutygodniowej obserwacji uznali, że Gerard B. cierpi na chorobę psychiczną i może stanowić zagrożenie dla otoczenia. Sąd zmienił też kwalifikację prawną czynu, na wypadek drogowy ze skutkiem śmiertelnym, i umorzył postępowanie karne.
Prokuratura nie zgodziła się z decyzją sądu o zmianie kwalifikacji prawnej czynu i wniosła zażalenie. We wtorek zostało jednak odrzucone przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku, który podtrzymał decyzję sądu niższej instancji. Wyrok jest prawomocny.
Gerard B. nie trafi więc do więzienia, ale nie odzyska też wolności – zostanie skierowany do zamkniętego zakładu psychiatrycznego. Otrzyma także dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.
źr. wPolsce24 za Fakt, WP











