"Nie chcę do taty". Wstrząsające kulisy śmierci 19-letniego Olka. Trzech lekarzy usłyszało już zarzuty

Z tego tekstu dowiesz się:
-
Tragiczna śmierć 19-letniego Olka z Grudziądza – nastolatek zmarł po masywnym krwotoku z rany nogi odniesionej podczas ucieczki przed policją.
-
Do zdarzenia doszło 4 stycznia 2024 roku – policjanci zauważyli chłopców przechodzących przez jezdnię w niedozwolonym miejscu; po wezwaniu do zatrzymania zaczęli uciekać.
-
Śmiertelny wypadek przy ogrodzeniu szkoły – Olek nadział się na ostre stalowe pręty płotu, które rozerwały tętnicę udową.
-
Policja twierdziła, że działała zgodnie z procedurami, a pomoc przedmedyczna była udzielana do czasu przyjazdu karetki.
-
Prokuratura oskarżyła trzech lekarzy (z karetki i SOR-u) o narażenie pacjenta na utratę życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu.
-
Reportaż „Uwaga TVN” ujawnił nagrania z interwencji, które pokazują chaos, problemy z łącznością i brak właściwej oceny stanu rannego.
-
Zarzuty wobec załogi karetki – brak tlenu, brak szybkiego transportu, drwiny z pacjenta, nieużycie sygnałów uprzywilejowania.
-
Poważne błędy także w szpitalu – brak informacji o krytycznym stanie pacjenta, opóźnienia, błędna intubacja, brak podstawowych badań.
-
Matka Olka od lat walczy o sprawiedliwość, twierdząc, że jej syn mógł przeżyć przy właściwej i szybkiej pomocy.
-
Po emisji reportażu szpital rozwiązał umowy z załogą karetki, podkreślając, że powodem było ich zachowanie wobec pacjenta.
Olek zginął ponad dwa lata temu. Był wtedy uczniem klasy maturalnej jednego z grudziądzkich techników. 4 stycznia 2024 roku policjanci zauważyli, że razem z kolegom przechodzi przez jezdnię w niedozwolonym miejscu. Wezwali ich do zatrzymania, ale ci zaczęli uciekać. W trakcie ucieczki nastolatek próbował przeskoczyć przez płot pobliskiego liceum. Był on zakończony ostrymi stalowymi prętami. Olek nadział się na nie, a jeden z nich rozerwał mu tętnicę udową. Nie jest jasne, dlaczego uciekał. Policjanci znaleźli przy jego koledze małą ilość narkotyków, ale on niczego takiego przy sobie nie miał. Gdy trafił do szpitala, był już nieprzytomny, a wkrótce potem zmarł. Przyczyną śmierci było wykrwawienie.
Pokazali nagrania z karetki
Jak informuje Super Express, policjanci nie mieli sobie nic do zarzucenia. Podkreślali, że działali zgodnie z procedurami. Na miejsce policjanci natychmiast wezwali karetkę pogotowia, a do czasu jej przyjazdu udzielali 19-latkowi pomocy przedmedycznej – mówiła krótko po tym zdarzeniu mł. Insp. Monika Chlebicz, rzecznik prasowa Komendanta Wojewódzkiego Policji w Bydgoszczy. Jego matka w to nie wierzy i od dawna walczy o sprawiedliwość dla swojego syna. Jak informuje Gazeta Pomorska, która o tej sprawie informuje od początku, latem ubiegłego roku prokuratura okręgowa w Toruniu oskarżyła trzech lekarzy – jednego z karetki, która przyjechała po Olka i dwóch z SORu w grudziądzkim szpitalu – o narażenie rannego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lib ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Wczoraj jednak TVN pokazał w programie Uwaga nagrania z kamer nasobnych funkcjonariuszy i monitoringu karetki. Wyłania się z nich bardzo ponury obraz tej interwencji. Nie wiedzieli, gdzie i do kogo zadzwonić, kto przyjmie go, kto nie przyjmie. To była zupełnie nieudolnie prowadzona akcja ratownicza – skomentowała po ich obejrzeniu jego matka. Z nagrań wynika, że działania policjantów są od początku chaotyczne i nieskoordynowane, szwankuje także łączność. Funkcjonariusz zajmujący się Olkiem uciskał ranę na udzie, ale nastolatek nie mógł oddychać – informuje TVN. Kiedy zmniejszyło się krwawienie, policjanci uznali, że problem został rozwiązany. W rzeczywistości krew leciała do wnętrza ciała.
Nie włączyli syren
Na miejscu pojawili się kolejni policjanci, ale karetki nadal nie było. Ta pojawiła się dopiero po kilkunastu minutach. Jej załoga nie raczyła nawet włączyć syren. Nie użyli też noszy, ranny w nogę chłopiec musiał o własnych siłach przejść do karetki, nie pozwolili policjantom go rozkuć. Zamiast udzielić mu pomocy i natychmiast zabrać go ze szpitala, medycy z niego drwili, szarpali, gdy spadł z noszy, wciągnęli go na nie za włosy. Chłopiec skarżył się, że nie może oddychać, co jest jednym z objawów przy takim krwotoku, ale nie podano mu tlenu i preparatów krwiozastępczych. Pacjent mógł mieć wstrząs. Każdy pacjent, który domaga się tlenu, zgłasza duszność, wymaga natychmiastowego działania – powiedział TVN lekarz Ignacy Baumberg, specjalista od ratownictwa medycznego. Nie chcę do taty – powiedział ostatkiem sił chłopiec. Jego tata zmarł kilkanaście lat wcześniej.
W końcu, po kilkunastu minutach, karetka zabrała go do szpitala. Powoli, z wyłączonymi syrenami. Z szpitalnej sali nie ma nagrań, ale TVN ustalił, że tam również doszło do karygodnych scen. Lekarz z karetki nie powiedział dyżurnemu, że Olek jest w skrajnie ciężkim stanie. Chłopiec nadal miał na sobie kajdanki, pielęgniarka zeznała, że pięć minut szukała policjanta, by go rozkuł. Olka miano też reanimować przez kilkanaście minut z rurką intubacyjną, którą anestezjolog przez pomyłkę wpuścił do układu pokarmowego, a nie do tchawicy. Trzeci z oskarżonych lekarzy nie zlecił podstawowego badania USG.
Lekarz, który był kierownikiem zespołu ratowniczego, który przyjechał do Olka, za dwa miesiące stanie przed sądem. Szpital pozwolił mu nadal pracować w pogotowiu, mimo ciążących na nim zarzutów, przyjmuje też pacjentów w jednej z grudziądzkich przychodni. To są wieloletni pracownicy, którzy nie od wczoraj wykonują ten zawód, dlatego trzeba poczekać na orzeczenia odpowiednich do tego organów – powiedziała TVN. Jak informuje Gazeta Pomorska, dopiero 8 stycznia, już po emisji reportażu TVN, szpital poinformował w oświadczeniu, że rozwiązał umowy z załogą karetki, która brała udział w tej interwencji. Szpital podkreślił, że powodem było ich zachowanie wobec pacjenta, a on nie ocenia kwestii medycznych ani prawnych. Dodał, że policyjne nagrania, które pokazał TVN, nie były wcześniej w ich dyspozycji.
źr. wPolsce24 za TVN, Fakt, Super Express











