Ukraińskie zboże znowu zalewa Polskę. Ponad 100 wagonów ze zbożem dziennie wjeżdża do Polski

Twarde liczby nie kłamią: Polska głównym kierunkiem
Oficjalna retoryka rządu o rzekomej kontroli nad importem i tranzytem rozmija się z rzeczywistością. Jak wynika z informacji ujawnionych przez ukraiński portal branżowy RAIL.insider oraz serwis CenyRolnicze.pl, tylko w pierwszych dniach października średni dzienny przewóz wagonów zbożowych przez zachodnie przejścia graniczne Ukrainy gwałtownie wzrósł.
Co najbardziej uderza – to właśnie Polska jest głównym odbiorcą tego potoku. Każdego dnia na polskie tory wjeżdża średnio aż 106 wagonów ze zbożem z Ukrainy – to skok o 37 składów na dobę w porównaniu z wrześniem. Dla porównania na Węgry trafia ok. 89 wagonów, a w kierunku Słowacji ruch nawet zmalał. To polska infrastruktura i polski rynek znów przyjmują na siebie największy ciężar polityki otwartych drzwi.
Wściekłość na Lubelszczyźnie
W regionach przygranicznych narasta gniew. Rolnicy z województwa lubelskiego, którzy na własne oczy widzą kilkukilometrowe kolejki towarowe na bocznicach i przejściach granicznych, czują się zdradzeni przez resort rolnictwa i obecną koalicję. Na forach rolniczych i w rozmowach wrze, a gospodarze nie kryją frustracji z powodu zaniechań rządzących:
Byłem ostatnio na granicy i widziałem kolejki z rzepakiem i zbożem, które ma wjechać do Polski, obecny rząd i ministerstwo rolnictwa tylko gadają, a nas zalewa ukraińskie zboże marnej jakości, dziś płacimy za to my, rolnicy, wkrótce zapłaci całe społeczeństwo. Dziękujemy Panie Tusk, dziękujemy Panie Kosiniak-Kamysz, dziękujemy Panie Krajewski” – alarmuje jeden z rozgoryczonych producentów z Lubelszczyzny.
Producenci podkreślają, że nie chodzi wyłącznie o zachwianie cen skupu pszenicy czy rzepaku, ale również o kwestię norm sanitarnych i fitosanitarnych, których ukraińscy oligarchowie rolni nie muszą spełniać w przeciwieństwie do unijnych rolników duszących się pod unijnymi regulacjami Zielonego Ładu.
Kijów żąda pełnego otwarcia, Warszawa milczy
Sytuacja jest tym bardziej alarmująca, że strona ukraińska wcale nie zamierza poprzestać na obecnych korytarzach transportowych. Władze w Kijowie otwarcie zapowiadają, że w procesie integracji z Unią Europejską nie zgodzą się na żadne stałe ograniczenia w eksporcie swoich płodów rolnych. Przedstawiciele tamtejszego ministerstwa rolnictwa wprost argumentują, że jakiekolwiek stałe bariery „przeczą logice członkostwa w UE”.
Zamiast twardego sprzeciwu i bezwzględnej obrony interesu narodowego, ze strony Donalda Tuska, Władysława Kosiniaka-Kamysza i kierownictwa resortu rolnictwa płyną jedynie gładkie deklaracje o „dialogu”. Efekt? Setki wagonów towarowych przetaczających się przez granicę każdego tygodnia, magazyny zapełniające się tanim surowcem i widmo kolejnego załamania rodzimego sektora rolnego. Polscy rolnicy ostrzegają: jeśli rząd nie zatrzyma tego procederu, powrót na traktory i blokady dróg w całym kraju są tylko kwestią czasu.
źr. wPolsce24 za RAIL.insider, CenyRolnicze.pl,









