Niemcy narzekają na inwestycje w Polsce. Liczą na pomoc rządu Tuska

W najnowszych analizach dziennik „Handelsblatt” nie owija w bawełnę i ocenia: Polska jest dziś lepszym miejscem do prowadzenia biznesu niż Niemcy.
Gospodarka zza Odry wyróżnia się negatywnie z powodu pogarszającej się konkurencyjności, zamykania kolejnych zakładów, braku innowacyjności i wiary w postęp. Sytuację pogarszają wieści z przemysłu. We wrześniu 2026 roku koncern Volkswagen ogłosił plan restrukturyzacji wart 16 mld euro, który może pochłonąć nawet 100 tys. miejsc pracy.
Berlin patrzy z zazdrością na Wrocław
Szczególnym ciosem w ambicje Berlina okazały się plany inwestorów z Azji. Dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung” odnotował, że tajwańscy inwestorzy planują budowę parku technologicznego pod Wrocławiem. Niemcy liczyli na to, że zaawansowane technologie trafią do nich, tymczasem to Dolny Śląsk wygrał rywalizację o kapitał.
Niemiecki biznes nie zamierza jednak tylko stać z boku i ma nadzieję, że aktualny rząd wyciągnie do niego pomocną rękę. Rząd w Polsce, jeśli ktoś z czytających ma wątpliwości.
Cała nadzieja w Tusku?
Ta pomoc już działa, o czym niemieccy autorzy piszą i wprost przyznają, że liczą na intensyfikację działań Donalda Tuska. Przypominają, że w 2025 roku firma Vanderlande Logistics z Norymbergi zdobyła kontrakt na system bagażowy dla Portu Polska o wartości 115 mln euro.
Przypomnijmy, oficjalnie Port Polska to nazwa nowego centralnego lotniska oraz węzła przesiadkowego realizowanego w gminie Baranów, funkcjonującego wcześniej w przestrzeni publicznej pod marką Centralny Port Komunikacyjny (CPK).
CPK się ludziom Tuska nie podobało, za to Port Polska podoba się nie tylko im. Niemcy przypominają, że w ramach nowej inicjatywy Tuska o kolejne zlecenia na terminale czy pociągi dużych prędkości walczą tacy giganci jak Siemens Mobility, Hochtief czy TK Elevator.
Niemiecka gospodarka zwalnia, w Polsce wręcz przeciwnie
Choć niemiecki przemysł jest wciąż potężny, to zmiany potencjału wzrostowego widać chociażby w statystykach. W latach 2018-2023 produkcja przemysłu metalowego i elektrotechnicznego w Polsce wzrosła o 45,5 proc. Z kolei u naszych sąsiadów produkcja w tych sektorach znalazła się o 5,4 proc. poniżej poziomu sprzed kryzysu.
Jak wynika z analiz rynkowych przytaczanych przez media ekonomiczne, w latach 2008-2023 efektywne obciążenie podatkowe w Niemczech wzrosło do około 28,5 proc. W Polsce sytuacja wyglądała inaczej - tam spadło ono z 17,5 do 12,9 proc. Skutki widać w bilansie inwestycyjnym.
Jak wynika z analiz Bundesbanku, inwestycje netto w Niemczech spadły poniżej zera po raz pierwszy od zjednoczenia państwa. Osiągnęły około -0,06 proc. krajowego produktu brutto w 2024 roku i -0,23 proc. rok później. Nad Wisłą wskaźnik ten utrzymał się na poziomie 6,45 proc. w 2024 roku oraz 6,49 proc. w 2025 roku. Prognozy na 2026 rok są jeszcze lepsze i zakładają wzrost tej wartości do 7,01 proc.
Kompleksy i mentorski ton
Ekspert monachijskiego instytutu ifo Joachim Ragnitz zauważył, że Polska posiadała znacznie szersze pole manewru w polityce gospodarczej niż Niemcy Wschodnie. Umożliwiło to swobodne kształtowanie przepisów oraz tworzenie specjalnych stref ekonomicznych z wyższymi dotacjami, niższymi płacami i mniejszą gęstością regulacji.
To nie wszystko, bo gdy brakuje argumentów rynkowych, w niemieckich mediach pojawia się złośliwość i komentarze, które mają mało wspólnego z dobrym sąsiedztwem.
Niemcy nie ukrywają, że z jednej strony liczą na polską pomoc, z drugiej nie wahają się wyśmiewać naszego biznesu. Np. we wrześniu 2025 roku dziennik „Süddeutsche Zeitung” zaatakował polskie inwestycje turystyczne. Hotel Gołębiewski w Pobierowie określono jako „absurd”, „megalomanię” oraz możliwie najbrzydszy hotel nad Bałtykiem, a napływ gości do miejscowości porównano do wrogiego obozu wojskowego.
Niemieccy publicyści próbują również wykorzystywać spory na polskiej scenie politycznej. Na łamach „FAZ” Andreas Mihm - opisując spór między prezydentem Karolem Nawrockim a rządem Donalda Tuska - pisał, że „o ból głowy przyprawia sytuacja polityczna”.
Choć Berlin chętnie wytyka problemy Warszawie, to jednak gospodarka zza Odry grzęźnie pod ciężarem wysokich podatków i własnej niemocy. To dlatego pojawia się wołanie do tych, którzy tak dużo niemieckiej pomocy zawdzięczają. Przyszedł czas spłaty rachunków?
źr. wPolsce24 za DW/Bild/Handelsblatt/FAZ









