Absurdalny mecz! Strzelił gola... i niemal pogrążył w tej samej chwili swój zespół!

Puchar Zatoki Perskiej niespodziewanie znalazł się w centrum zainteresowania kibiców na całym świecie. Wszystko z powodu meczu, który może śmiało kandydować do miana paradoksu roku. Chodzi konkretnie o ostatnie spotkanie fazy grupowej, w którym Oman mierzył się z reprezentacją Kuwejtu. Jego rezultat miał zdecydować o awansie do półfinału rozgrywek.
Do 84. minuty na tablicy widniał wynik 2:1 dla Omanu, który nie dawał jednak satysfakcji kibicom z tego kraju. Wszystko z powodu faktu, że będąca w tej samej grupie reprezentacja Iraku miała bilans bramkowy lepszy o jednego gola. Do akcji wkroczył jednak obrońca omańskiej kadry Musab Al-Shaqsy, który zdobył bramkę na 3:1.
W tym momencie Oman całkowicie zrównał się bilansem z Irakiem. Po trzech meczach obydwie ekipy zdobyły po 4 punkty, strzeliły po 4 bramki oraz straciły po 5. Co więcej, w bezpośrednim starciu między nimi padł remis. W takich przypadkach, zgodnie z regulaminem rozgrywek, o awansie decyduje klasyfikacja fair play – dalej przechodzi drużyna, która otrzymała mniej kartek. W chwili strzelenia bramki to właśnie Oman miał o jeden „kartonik” mniej. Tyle tylko, że strzelec gola nie potrafił ukryć swojej radości i zdjął koszulkę, za co sędzia ukarał go żółtą kartką. W tym momencie obydwie kadry miały identyczny bilans pod każdym względem.
W związku z tym, zgodnie z przyjętymi zasadami, po wyczerpaniu wszystkich kryteriów o awansie jednej z drużyn musiało zdecydować losowanie. Z pewnością Musab Al-Shaqsy obserwował je z dużą dozą nerwowości – w końcu przez jedną nieprzemyślaną decyzję mógł w tak absurdalny sposób wyrzucić swoją drużynę z turnieju, stając się odzwierciedleniem zasady „od bohatera do zera”.
Na jego szczęście los tym razem w pełni sprzyjał jego drużynie, która ostatecznie znalazła się w gronie półfinalistów turnieju. Jej kolejnym rywalem będzie zwycięzca grupy B, którym zostanie jedna z dwóch drużyn – Zjednoczone Emiraty Arabskie lub Katar.
Przypadek Górnika
Choć przypadki losowań zwycięzcy meczu są niezwykle rzadkie, jedna z takich sytuacja miała jest ściśle związana z polskim futbolem. Starsi kibice mogą pamiętać jeszcze starcie Górnika Zabrze z AS Romą w ramach półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów w 1970 roku. Wówczas obydwa kluby zremisowały wszystkie spotkania - zarówno dwa w ramach dwumeczu, jak i trzecie dodatkowe, które odbyło się na neutralnym terenie w Strasburgu. Wówczas o awansie również przesądzał los - niezwykle wówczas łaskawy dla polskiej ekipy.
W tamtych czasach nie rozstrzygano spotkań konkursem rzutów karnych, ani też bilansem fair play, gdyż nawet nie istniały jeszcze wtedy kartki. Obydwie zasady zostały wprowadzone do światowego futbolu dopiero kilka tygodni po pamiętnym starciu Górnika z Romą.
Źr.wPolsce24 za BBC









