Płacisz fortunę za koszulkę ulubionego klubu? Wiemy, ile naprawdę kosztuje jej produkcja

Ceny oryginalnych koszulek meczowych w ostatnich latach poszybowały w górę – za standardową wersję repliki trzeba zapłacić dziś średnio około 430–480 zł (85–95 funtów), a wersje meczowe, w których na murawę wybiegają zawodnicy, potrafią kosztować nawet ponad 600 zł (120 funtów). Jak wynika z analiz rynku, realny koszt materiału, uszycia oraz transportu jednej takiej sztuki to zaledwie ok nieco ponad 40 zł (8,50 funta). Gdzie trafia reszta? Największe zyski zgarniają sprzedawcy detaliczni, niemal 190 zł (ok. 37,50 funta), sami producenci pokroju Adidasa ponad 80 zł (ok. 16,25 funta) czyli, a resztę pochłaniają podatki oraz wielomilionowe budżety marketingowe.
35 stopni, normy i wyzwiska
Dziennikarze BBC Sport dotarli do dwóch fabryk w Kambodży – Bowker Garment Factory oraz Trax Apparel – gdzie produkowane są oficjalne stroje m.in. dla Arsenalu, Liverpoolu, Celticu Glasgow, Aston Villi czy Realu Madryt. Warunki, w jakich powstają te luksusowe gadżety dla fanów, pracownicy określają wprost jako dramatyczne.
W halach produkcyjnych, gdzie ponad 80 proc. załogi stanowią kobiety, termometry regularnie wskazują ponad 35°C przy dużej wilgotności powietrza. Pracownice opowiadają o ogromnej presji narzucanych norm – linie produkcyjne muszą wypuszczać od 300 do 700 sztuk odzieży dziennie. Za niewyrobienie limitów pracownicy mają spotykać się z agresją słowną i krzykami przełożonych, a także zmuszaniem do rezygnacji z pracy. Zgłaszano również niebezpieczne incydenty z niesprawną instalacją elektryczną i porażeniami prądem.
„Jedna koszulka to więcej niż moje półpensji"
Podstawowe miesięczne wynagrodzenie szwaczek wynosi od 820 do 860 zł (210-220 dolarów) za sześć ośmiogodzinnych dni pracy w tygodniu. Dopiero po wyrobieniu dziesiątek nadgodzin kwota ta wzrasta w porywach do 300–340 dolarów.
Chciałabym, aby zagraniczni klienci usłyszeli, że jedna koszulka, którą kupują w sklepie, kosztuje więcej niż dwutygodniowa pensja tutejszego pracownika. Każda z tych koszulek jest przesiąknięta potem kambodżańskich robotników" – relacjonowała anonimowo jedna z pracownic szwalni.
Sprawę skomentowała organizacja Clean Clothes Campaign, zajmująca się prawami pracowniczymi na świecie, nazywając ustalenia dziennikarzy „ponurym obrazem rzeczywistości”, z którym codziennie mierzą się tysiące ludzi w krajach rozwijających się.
Koncerny odpierają zarzuty
Koncern Adidas, który ubiera osiem z dwudziestu klubów angielskiej Premier League i zleca zlecenia kambodżańskim fabrykom, przekonuje w oświadczeniu, że nie jest właścicielem zakładów, lecz regularnie kontroluje swoich podwykonawców. Firma zapewnia, że przeprowadza rocznie ok. 1200 audytów na świecie, a wynagrodzenia w Kambodży są rzekomo wyższe od tamtejszej płacy minimalnej i spełniają lokalne wymogi prawne. Przedstawiciele fabryki Trax Apparel zaprzeczyli z kolei stosowaniu represji przy niewyrabianiu norm i zapewnili, że w halach działają systemy chłodzenia.
Eksperci rynkowi zwracają jednak uwagę, że windowanie cen oficjalnych strojów – które w ciągu dekady podrożały o ponad 50 proc. – jest bezpośrednim efektem gigantycznych, wielomilionowych kontraktów sponsorskich, jakie producenci podpisują z czołowymi klubami. Kosztem tych astronomicznych umów obciążani są z jednej strony lojalni kibice, a z drugiej – najsłabiej opłacani pracownicy na końcu łańcucha dostaw.
źr. wPolsce24 za BBC Sport









