Zakopała parówkę, by nie padał deszcz. Tak polskie „gwiazdki” walczą o słońce na luksusowych ślubach. Gdzie są granice żenady?

W dzisiejszych czasach status „gwiazdy” internetu najwyraźniej zwalnia z logicznego myślenia. Jak donoszą media plotkarskie, celebrytka, drżąc przed kaprysami pogody, która mogłaby zepsuć jej idealnie wyreżyserowany ślub w plenerze, postanowiła odprawić prastary, rzekomo sprawdzony rytuał. Zamiast pomodlić się o dobrą pogodę albo po prostu – jak na cywilizowanego człowieka przystało – kupić porządne parasole, panna młoda wbiła łopatę w ziemię i złożyła ofiarę z wyrobów wędliniarskich.
Świat pędzi do przodu, technologia się rozwija, a w głowach celebrytek stabilne pogańskie wieki ciemne. Można by pomyśleć, że miliony obserwujących i luksusowe życie w blasku fleszy zobowiązują do jakiegoś poziomu, tymczasem dostajemy pokaz czystego zabobonu. Strach pomyśleć, co będzie następne.
Jeśli przed weselem spadnie ciśnienie atmosferyczne, gwiazdki zaczną składać w ofierze ziarna kawy albo wróżyć z wnętrzności królika. Ba, aby małżeństwo kwitło i miłość męża była trwała, być może konieczne będzie zrobienie sobie wisiorka z woreczkiem sproszkowanych kości ropuchy?
Choć mimo wszystko zawsze to lepsze od obwieszenia sali weselnej ośmioma gwiazdkami.
Naprawdę, im bardziej tym ludziom przewraca się w głowach od dobrobytu i darmowych paczek PR-owych, tym dziwniejsze pomysły lęgną się w ich celebryckich makówkach. Pozostaje tylko współczuć włoskim kretom, które zamiast spokojnego życia musiały użerać się z polską kiełbasą zakopaną w imię perfekcyjnego zdjęcia na Instagrama.
Młodej parze życzymy oczywiście wszystkiego dobrego na nowej drodze życia, a pani Oli polecamy na przyszłość sprawdzenie prognozy pogody w aplikacji. Wychodzi taniej i bez marnowania jedzenia.
źr. wPolsce24










