Żurek został zdradzony przez swój ukochany TSUE, ale udaje, że wszystko jest w porządku

Szef resortu sprawiedliwości nie ma wątpliwości. Żadnych! W swoim wpisie na X stwierdził, że TSUE „nie zamknął sprawy”, a wręcz przeciwnie – potwierdził „systemowy problem wadliwych powołań” w sądach powszechnych i Sądzie Najwyższym. Zapowiedział też, że reforma musi zostać doprowadzona do końca, a rozwiązaniem ma być tzw. ustawa praworządnościowa.
Podobnie wypowiada się wiceminister Dariusz Mazur, który idzie o krok dalej i przekonuje, że wyrok potwierdza istnienie „neosędziów”, choć jest przecież dokładnie odwrotnie! Wiceminister Mazur popełnił na X wpis, etykietując sędziów przy użyciu nazw kolorów, czym w zasadzie jeszcze bardziej ośmieszył resort, w którym pracuje.
Tymczasem kluczowy fragment orzeczenia Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej brzmi jednoznacznie: sama nieprawidłowość przy powołaniu sędziego – w tym udział nowej Krajowej Rady Sądownictwa – nie wystarcza, by automatycznie podważyć jego niezawisłość. Trybunał wskazał wyraźnie, że konieczna jest każdorazowa, całościowa ocena wszystkich okoliczności. Dopiero ich łączna waga może prowadzić do wniosku, że doszło do naruszenia standardów niezależności.
Co więcej, TSUE zaznaczył, że ani sam udział w procedurze powołania KRS w nowym składzie, ani brak skutecznej drogi odwoławczej dla kandydatów, którzy nie uzyskali rekomendacji tej nowej KRS, nie są wystarczające same w sobie, by wyłączyć sędziego z orzekania.
To właśnie ten fragment wywołuje największe emocje. Krytycy stanowiska ministra wskazują, że jego interpretacja pomija kluczowy element wyroku – brak automatyzmu w podważaniu statusu sędziów.
Sprawa dotyczy realnych konsekwencji dla tysięcy osób. Jak przypomniał TSUE, nawet około 30 proc. sędziów w Polsce zostało powołanych przy udziale nowej KRS. Ewentualne systemowe zakwestionowanie ich statusu mogłoby wywołać poważne skutki dla całego wymiaru sprawiedliwości.
Życiowy wybór Żurka
Trybunał nie zamknął jednak tematu. Wręcz przeciwnie – wezwał Polskę do stworzenia jasnych ram prawnych, które pozwolą oceniać takie przypadki i odbudować zaufanie do sądów.
Waldemar Żurek dziś stanął przed życiowym wyborem. Uczciwie musiałby bowiem przyznać ze wstydem, że TSUE - instancja, do której ma niemal nabożny stosunek - wyrzucił do kosza całą jego argumentację o "neosędziach" albo iść w zaparte, że takiego wyroku się spodziewał i wszystko idzie po jego myśli. Zastanawiał się do wieczora, aż wreszcie zdecydował się na to drugie rozwiązanie.
Przypomnijmy, że mieliśmy już w Polsce do czynienia z uchylaniem wyroków przez sądy II instancji, które uznawały, że wystarczy przesłanka o powołaniu przez nową KRS, by uchylić wyrok wydany przez takiego sędziego. Teraz te sprawy mogą wrócić jak bumerang, jeśli sędziowie, którym uczyniono taki afront, zdecydują się na ścieżkę odwoławczą przed TSUE.
źr. wPolsce24 za X











