Ujawniamy rządowy projekt. Ceny prądu, gazu i ciepła wystrzelą w górę. Nowy podatek naliczy nawet opłaty wstecz!

Pułapka w art. 3: Podatek ściągany z mocą wsteczną
Najbardziej niebezpieczny zapis rządowego projektu znalazł się na samym końcu dokumentu. Zgodnie z art. 3, nowe, drastycznie podwyższone współczynniki opłat koncesyjnych i przedkoncesyjnych mają mieć zastosowanie do obliczenia opłat za cały 2026 rok.
Oznacza to, że przedsiębiorstwa energetyczne, spółki ciepłownicze oraz dystrybutorzy paliw zostaną zmuszeni do zapłacenia gigantycznego haraczu od przychodów wypracowanych w miesiącach, w których nowe prawo w ogóle jeszcze nie obowiązywało.
Taki mechanizm wstecznego drenażu tworzy potężną wyrwę w płynności finansowej spółek, które - nie mogąc zaplanować tego wydatku wcześniej - natychmiast zawnioskują o podwyżki taryf zatwierdzanych przez Urząd Regulacji Energetyki (URE).
Skutki takiej decyzji odczują bezpośrednio wszyscy indywidualni klienci.
Kaskadowy cios: Ta sama kilowatogodzina opodatkowana wielokrotnie
Projekt dodaje do Prawa energetycznego nowy art. 34a, wprowadzający sztywne stawki opłat od przychodu:
-
Współczynnik 0,005 (0,5% przychodu): dla całego łańcucha energii elektrycznej (wytwarzanie, magazynowanie, przesył, dystrybucja, obrót), gazownictwa (przesył, dystrybucja, obrót, magazynowanie) oraz ciepłownictwa (wytwarzanie, przesył, dystrybucja, obrót).
-
Współczynnik 0,003 (0,3% przychodu): dla wytwarzania, magazynowania, przeładunku, dystrybucji i obrotu paliwami ciekłymi, a także wodorem i przesyłaniem dwutlenku węgla.
W praktyce oznacza to podatek kaskadowy. Każdy nośnik energii przechodzi przez kolejne etapy: od wytwórcy, przez operatora sieci przesyłowej i lokalnego dystrybutora, aż po spółkę wystawiającą fakturę.
Na każdym z tych poziomów państwo naliczy nową daninę od tego samego strumienia energii. Skoro prawo pozwala przedsiębiorstwom wliczać opłaty publicznoprawne w tzw. koszty uzasadnione, łączny narzut podatkowy zostanie wprost przeniesiony na rachunki odbiorców końcowych.
Koniec parasola nad samorządowymi ciepłowniami
Zapisy projektu rozwiewają złudzenia, że koszty uderzą wyłącznie w zyski państwowych gigantów:
-
Pięciokrotny wzrost opłaty minimalnej: Zgodnie z art. 33d ust. 3 oraz art. 34 ust. 3 projektu, minimalna opłata koncesyjna wzrasta z 1 000 zł do 5 000 zł i odtąd będzie co roku automatycznie waloryzowana wskaźnikiem średniorocznej inflacji podawanym przez GUS. To bezpośredni cios w małe, lokalne ciepłownie miejskie i gminne, które nie mają bufora finansowego i operują na minimalnych marżach.
-
Ukryte uderzenie w farmy wiatrowe i fotowoltaikę: Choć projekt deklaruje zwolnienie dla mikro- i małych instalacji OZE o mocy do 5 MW, równocześnie wprowadza rygorystyczne przepisy o sumowaniu mocy (art. 1 pkt 1 lit. k oraz pkt 2 lit. m). Jeśli poszczególne instalacje należą do podmiotów w ramach jednej grupy kapitałowej, ich moc jest łączona. W efekcie zwolnienie przepada, a daninę trzeba zapłacić od całości przychodu.
-
Błyskawiczny rygor i kary: Prezes URE zyskuje instrumenty do żądania szczegółowej analityki poszczególnych transakcji, a termin na uregulowanie wezwania do dopłaty skrócono do zaledwie 7 dni. Za uchybienia formalne wprowadzono sankcje w ramach kar pieniężnych (art. 56).
Fikcja „zerowego wpływu” na portfele
Przedstawiciele biznesu, m.in. Konfederacja Lewiatan w pismach do premiera i ministrów, wprost ostrzegają przed skokowym wzrostem cen energii i ciepła. Rządowe deklaracje z Oceny Skutków Regulacji, jakoby wpływ zmian na budżety gospodarstw domowych miał wynieść „0 zł”, eksperci rynkowi oceniają jako zaklinanie rzeczywistości.
Projekt ma wejść w życie zaledwie 14 dni od dnia ogłoszenia.
Pewne jest to, że forsowanie 15-krotnego wzrostu obciążeń fiskalnych (skok z 228 mln zł do ponad 3,5 mld zł) pod koniec roku i z mocą wsteczną to próba ratowania budżetu państwa, za którą w nadchodzącym sezonie grzewczym zapłacą wszyscy Polacy.
źr. wPolsce24 za RCL/DoRzeczy









