Skandal! Niemcy nagradzają za rugowanie polskości na Śląsku, a polski portal to chwali

Niemieckie laury za „odzyskiwanie” Śląska
Natalia Klimaschka została ogłoszona przez czytelników niemieckiego pisma Deutsche Sprachwelt „Strażniczką Języka Roku”. Wyprzedziła w plebiscycie m.in. felietonistę gazety „Bild”. Nie jest to jej pierwszy flirt z niemieckim rewizjonizmem kulturowym – rok wcześniej kandydowała w finale kuriozalnego konkursu na „Niemca Roku za Granicą” (Auslandsdeutscher des Jahres)
W uzasadnieniach tych wyróżnień wprost uderza retoryka walki: mowa o tym, że kultura niemiecka na Śląsku wymaga „zaciętej walki”, a sama laureatka znajduje się „w pierwszej linii bojowników”. Czym zasłużyła się w tych zmaganiach? Otóż jej sztandarowym sukcesem ma być... batalia o wymazanie polskiego zapisu z dokumentów tożsamości i przywrócenie w polskim dowodzie osobistym germańskiej formy „Klimaschka” zamiast „Klimaszka”.
Sprawa zapewne przeszłaby bez echa, gdyby nie publicysta Marian Panic, doskonale orientujący się w niemieckiej infosferze, który od lat informuje o antypolskich działaniach Niemców.
W ironiczny sposób opisał historię w mediach społecznościowych.
Dzielna raciborzanka, Natalia Klimaschka, zasłużona wojowniczka o prawa prześladowanej w Polsce mniejszości niemieckiej, oprócz wielu innych zasług na wspomnianym polu, może się jeszcze poszczycić tym, że udało jej się wywalczyć przywrócenie w jej (polskim) dowodzie osobistym prawidłowej niemieckiej pisowni jej typowo niemieckiego nazwiska, którego polscy komuniści przemianowali bezczelnie na »Klimaszka«. Na szczęście z jej typowo niemieckim imieniem Natalia nie trzeba było nic robić”.
Ironia publicysty obnaża całą groteskę sytuacji: oto rzekoma „martyrologia” mniejszości niemieckiej w wolnej Polsce sprowadza się do walki z polską pisownią na urzędowych drukach państwa, którego obywatelstwo się posiada.
Kuriozum na portalu naszraciborz.pl: Kopiuj-wklej z berlińskich biuletynów?
Prawdziwy skandal kryje się jednak nie tylko w samej nagrodzie przyznanej za Odrą, ile w reakcji lokalnych polskich mediów. Serwis naszraciborz.pl opublikował tekst zatytułowany: „Odważna Ślązaczka z Raciborza uhonorowana tytułem Strażniczki Języka Roku.
Styl i wydźwięk materiału szokują. Redakcja raciborskiego portalu – bez cienia krytycyzmu czy choćby dziennikarskiego dystansu – przedrukowała narrację, w której:
-
Polaków reagujących krytycznie na niemieckie roszczenia nazywa się zbiorczo „polskimi nacjonalistami”
-
Forsuje się tezę, że mniejszość niemiecka na Śląsku liczy „około 300 000 osób” – liczbę wziętą z sufitu i stojącą w rażącej sprzeczności z oficjalnymi wynikami Narodowego Spisu Powszechnego.
-
Prezentuje się polskie państwo i historię powojenną wyłącznie w kategoriach opresora tłumiącego tożsamość, a zabiegi o niemczenie przestrzeni publicznej jako szlachetne „odzyskiwanie dziedzictwa”.
Podpisanie takiego paszkwilu lakoniczną formułką „materiały prasowe” przez redakcję z Raciborza zakrawa na kpinę z własnych czytelników i elementarnej racji stanu. Zamiast rzetelnej informacji otrzymaliśmy bezrefleksyjny przedruk laurki, w której polskość Śląska traktowana jest jak ciało obce, a uleganie germańskim wpływom wynosi się na piedestał cnoty.
Co oznacza ta nagroda?
Fakt, że w Niemczech honoruje się osoby zaangażowane w budowanie alternatywnej, nierzadko konfrontacyjnej wobec polskiej większości tożsamości na Śląsku, nie jest przypadkiem. Za Odrą wciąż doskonale pamięta się o „ziemich utraconych”, a wspieranie środowisk rozbijających spójność narodową Polski to sprawdzona metoda miękkiej ekspansji.
Nagradzanie za „walkę o język” w regionie, który krwią Powstańców Śląskich wracał do Macierzy, to czytelny sygnał: Berlin docenia tych, którzy piłują więzy łączące Śląsk z Polską. A fakt, że lokalne, ponoć polskie media, bezwstydnie klaszczą temu procederowi, pokazuje, jak głęboko zaszła erozja instynktu samozachowawczego w naszych instytucjach.
źr. wPolsce24 za Facebook/marian.panic, naszraciborz.pl









