Odlot! Arłukowicz uderza w partyjnego kolegę za krytykę Berka: " To jest wojna. I to nie czas na dylematy"

Mocno kontrowersyjna nominacja
Dzisiejsze głosowanie w Sejmie w sprawie wyboru Macieja Berka z pewnością na długo pozostanie w pamięci wielu politykom oraz obserwatorom sceny politycznej. Głównie z powodu licznych naruszeń, których miał dopuścić się rząd Donalda Tuska w tej kwestii. W końcu do pełnienia jednej z najważniejszych funkcji sędziowskich w tym kraju został powołany jeden z najważniejszych ludzi premiera, jego były minister i człowiek określany mianem jego „prawej ręki”. Wszystko to wbrew wcześniejszym zapowiedziom dotyczącym odpolitycznienia tego organu.
Jednak to nie wszystko. Okazuje się, że koalicja 13 grudnia, dokonując tego wyboru, miała złamać prawo, gdyż Berek nie spełnia wymogów formalnych potrzebnych do pełnienia tej funkcji. Przede wszystkim, aby uzyskać mandat sędziego TK, trzeba przynajmniej przez 10 lat czynnie wykonywać jeden z zawodów prawniczych, np. sędziego czy adwokata. Choć sam Berek jest wpisany na listę radców prawnych od 2001 roku, to przez większość tego czasu pełnił funkcje państwowe oraz polityczne, a swoją praktykę prawniczą prowadził przez okres krótszy niż wymagany.
Czytaj także
Istnieje oczywiście wyjątek od tej zasady, który dopuszcza do tej funkcji również osoby posiadające tytuł profesora lub stopień doktora habilitowanego. Były minister w rządzie Tuska posiada jedynie stopień doktora, przez co nie mógł formalnie objąć funkcji sędziego TK w ramach tej ścieżki.
Krytyka wewnątrz KO
Wybór Macieja Berka wzbudził oburzenie wśród polityków opozycji..., a nawet niektórych polityków obecnej koalicji rządowej. Swoje obiekcje w tej sprawie zgłosił Franciszek Sterczewski.
– Nie zagłosuję za kandydaturą ministra Macieja Berka na sędziego TK, bo zgodnie z Konstytucją kandydat powinien być niezależny i apolityczny, czego trudno wymagać od nawet najmądrzejszego członka Rady Ministrów – napisał poseł KO.
Arłukowicz twierdzi, że jest na wojnie
Na jego wpis zareagował jego partyjny kolega Bartosz Arłukowicz, który kolejny raz udowodnił, że zasiada w sejmowych ławach tylko po to, aby walczyć ze swoimi przeciwnikami politycznymi. Były minister zdrowia był oczywiście już wcześniej znany z ostrych komentarzy pod adresem swoich rywali. Jednak tym razem dał prawdziwy upust niechęci wobec PiS, przyrównując wybór Macieja Berka do walki na froncie wojennym.
Polityk skrytykował swojego partyjnego kolegę za jego opinię dotyczącą tej kontrowersyjnej nominacji. I choć stwierdził, że nawet go polubił za jego poprzednie głośne akcje – mając zapewne na myśli chociażby słynną podróż Sterczewskiego do Strefy Gazy i zatrzymanie przez izraelskie siły – to jednak w przypadku obecnej sytuacji, którą określił mianem wojny, wolałby mieć pewność, że może liczyć na wsparcie swoich sojuszników.
– Ja mogę iść na wojnę. Nie ma problemu. Lubię być w ataku. I mogę atakować. Ale chcę być pewny, że chłopaki z tyłu mnie osłaniają, kiedy jadę na ostro. To jest wojna. I to nie czas na dylematy – czytamy we wpisie posła.
Sory Franek @f_sterczewski
— Bartosz Arlukowicz (@Arlukowicz) September 4, 2026
Ja Ciebie nawet polubiłem za te twoje różne akcje. Ale.
Ja mogę iść na wojnę. Nie ma problemu. Lubię być w ataku. I mogę atakować. Ale chcę być pewny, że chłopaki z tyłu mnie osłaniają, kiedy jadę na ostro. To jest wojna. I to nie czas na dylematy. https://t.co/dHv3WZ9ohg
Czytaj także









