Żale ministra obrony. Wysłali mu alarm o rakiecie na zły adres mailowy

O tej skandalicznej sytuacji z rozbrajającą szczerością poinformował wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Jak wyjaśnił w TVN24, resort obrony nie miał szans na wcześniejsze podjęcie działań, bo komunikat POLSA trafił do skrzynki, której nikt już nie obsługuje. Minister zaznaczył, że problem „został wyjaśniony”, ale nie ulega wątpliwości, że system ostrzegania wymaga natychmiastowej poprawy.
Rakieta Falcon 9 R/B, ważąca ok. 4 ton, została wystrzelona 1 lutego z bazy Vandenberg w Kalifornii w ramach misji SpaceX Starlink. W nocy z wtorku na środę jej szczątki weszły w atmosferę nad Polską. W środę rano w okolicach Poznania odnaleziono niezidentyfikowane obiekty, które są właśnie najpewniej fragmentami rakiety.
Dodatkowe zamieszanie budzi fakt, że nie wiadomo, czy Rządowe Centrum Bezpieczeństwa miało świadomość zagrożenia. – Rozmawiałem z szefem RCB, żeby uspójnić działania. Nie było podniesionych systemów, o których jestem informowany – przyznał minister obrony.
Znów leci na nas rakieta
Tymczasem w czwartek Polska otrzymała kolejne ostrzeżenie od sojuszników z UE. Między 9:48 a 21:56 nad Europą, w tym nad Polską, może wejść w atmosferę kolejny obiekt. W związku z tym systemy obrony powietrznej zostały postawione w stan wyższej gotowości – i tym razem, miejmy nadzieję, odpowiednie służby faktycznie wiedzą, co się dzieje.
Choć po dzisiejszym wyznaniu Kosiniaka-Kamysza trudno darzyć naszą państwową administrację jakimś szczególnym zaufaniem.
źr. wPolsce24 za PAP