Ludzi Tuska nie wpuszczono na ważne spotkanie. Spektakularna klęska polskiej dyplomacji

W raporcie Mario Draghiego sprzed dwóch lat na temat konkurencyjności Europy na próżno szukać choćby wzmianki o sukcesie Polski. Teraz utworzona pod jego przewodnictwem Grupa Renu nie zaprosiła do udziału żadnego przedstawiciela naszego kraju - i tylko jedną osobę z Europy Środkowej i Wschodniej. Przypadek? - czytamy w Pulsie Biznesu.
Kolejny raz widzimy, że kiedy przychodzi do bezkrytycznego wdrażania kosztownych regulacji Zielonego Ładu, ponoszenia ciężarów transformacji energetycznej czy brania na siebie odpowiedzialności za obronę wschodniej flanki, Warszawa ma natychmiast meldować się w pierwszym szeregu.
Co więcej, Tusk i jego ludzie świadomie wpisują się w tę rolę i wciąż udają kogoś, kto jest najbardziej zaangażowanym i pilnym uczniem w ramach wdrażania „europejskich standardów”.
Kiedy jednak na zachodnioeuropejskich salonach ważą się losy kluczowych gałęzi przemysłu, innowacji i wielomiliardowych strumieni kapitału, decyzje zapadają dokładnie tak, jak dawniej: w wąskim, hermetycznym gronie liderów „starej Unii”.
PB opisuje spotkanie, w którym udział wzięli m.in. politycy i przedstawiciele firm z Włoch, Francji, Niemiec. Polaków nie zaproszono.
Ignorancja i arogancja zachodnich elit
Na rażące pominięcie Warszawy natychmiast zareagował prof. Marcin Piątkowski z Akademii Leona Koźmińskiego, były ekonomista Banku Światowego i autor książki „Złoty wiek. Jak Polska została europejskim liderem wzrostu i jaka ją czeka przyszłość”.
Ekspert przypomniał, że już w głośnym raporcie Draghiego na 328 stronach nie znalazła się ani jedna wzmianka o sukcesie gospodarczym nad Wisłą.
Brak uwzględnienia Polaków w Grupie Renu to nie przypadek. To przykład ignorancji i arogancji zachodnich elit, które ignorują sukces Polski i naszego regionu, po cichu pewnie sądząc, że jest on przede wszystkim związany z napływem funduszy unijnych. To nieprawda. Fundusze UE, choć oczywiście bardzo przydatne, odpowiadają za raptem około jedną ósmą naszego wzrostu. Co więcej, to Europa Zachodnia również skorzystała na sukcesie Polski, na przykład Niemcy eksportują dziś do Polski 33 razy więcej niż na początku naszej transformacji i więcej niż eksportują do Chin. To tak, jakby pisać raport o piłce nożnej bez wzmianki o Messim czy Lewandowskim” — wskazuje prof. Marcin Piątkowski na łamach „Pulsu Biznesu”.
W podobnym tonie wypowiedział się Piotr Sankowski, dyrektor instytutu badawczego IDEAS.
Wszyscy popełniają błędy, ale jeśli popełnisz ten sam błąd dwa razy, to już nie jest błąd, to wybór. Zaangażowanie interesariuszy państw członkowskich CEE było zauważalne marginalnie w raporcie Mario Draghiego, a teraz nikt z CEE nie został zaproszony do utworzenia Grupy Renu. Nie można mówić o konkurencyjnej Europie, pomijając europejskich mistrzów wzrostu” — podkreślił Sankowski.
Gdy sprawa wywołała oburzenie w sieci, założyciele Grupy Renu zaczęli tłumaczyć brak Polaków rzekomymi „problemami logistycznymi” i zapowiedzieli poszerzenie składu w przyszłości.
Bolesna weryfikacja mitu o potędze Donalda Tuska
Pominięcie Polski w tak kluczowym formacie stawia w wyjątkowo kłopotliwym świetle deklaracje Donalda Tuska. Szef rządu wielokrotnie budował swój polityczny wizerunek na rzekomej wyjątkowej pozycji w Brukseli, przekonując, że jego osobiste relacje i koneksje w europejskiej chadecji zagwarantują Polsce miejsce przy głównym stole decyzyjnym.
Tymczasem zderzenie z faktami jest bezlitosne: zachodnie salony całkowicie zignorowały polski głos, sprowadzając Warszawę do roli biernego wykonawcy odgórnych poleceń, a nie współtwórcy strategii.
Wykluczenie z Grupy Renu to kolejny namacalny dowód na fasadowość rzekomej „sprawczości” obecnego gabinetu w polityce zagranicznej, która w kluczowych momentach okazuje się bezsilna wobec interesów dawnego rdzenia Unii.
Lekcja realizmu zamiast uległości
Wydarzenia wokół Grupy Renu obnażają też srukturalne problemy unijnego rynku, na które zwraca uwagę prof. Piątkowski, postulując obok inwestycji, innowacji i integracji także trzy „k”: koordynację, konkurencję i konwergencję.
Dla Polski płynie z tego jednoznaczny wniosek: zachodni rynek wciąż piętrzy widzialne i niewidzialne bariery dla ekspansji naszych przedsiębiorstw, bezrefleksyjna uległość wobec brukselskich dyrektyw nie przynosi partnerskiego traktowania, a silna pozycja szóstej gospodarki Unii wymaga twardej dyplomacji ekonomicznej, budowy sojuszy w Europie Środkowej oraz bezwzględnego narzucania własnej agendy zamiast czekania na łaskawe zaproszenie ze strony zachodnich elit.
źr. wPolsce24 za PB











