Emeryt zadzwonił do studia i ... Trzy minuty, które obnażyły prawdę o rządzie

Gdy w studiu programu prowadzonego przez Grzegorza Jankowskiego i Joannę Miziołek padło pytanie o drożyznę na stacjach paliw, przedstawiciel rządu bez mrugnięcia okiem zaczął tradycyjne zwalanie winy na czynniki zewnętrzne – a to wojna w Zatoce Perskiej, a to polityka Donalda Trumpa. Tyle że dodzwonił się widz, który postanowił rozliczyć tę tanią wymówkę prostą matematyką.
Lekcja ekonomii od emeryta: Ceny paliw wtedy i dziś
Wiceminister Ćwik usłyszał konkretne twarde dane z niedawnej historii:
– Kiedy wybuchła wojna na Ukrainie w 2022 roku, cena baryłki wynosiła od 117 do 120 dolarów. A cena benzyny 95 w Polsce wynosiła wtedy 6,77 zł za litr, a oleju napędowego 7,09 zł. Proszę mi wytłumaczyć, dlaczego przy tamtych cenach na giełdach dało się utrzymać takie stawki na dystrybutorach, a dzisiaj się nie da? – pytał zdezorientowany obywatel.
Odpowiedzi brakuje, za to na giełdzie wymówek polityków rządzącej koalicji stawki stale rosną. Ale to był dopiero początek zimnego prysznica.
„Zielony Ład” dla bogatych albo... bezrobotnych
Drugim ciosem okazał się flagowy temat resortu klimatu – Program „Czyste Powietrze”, pompy ciepła i fotowoltaika. Rząd w Warszawie chętnie poucza Polaków o konieczności ekologicznego życia, ale zapomina sprawdzić, ile to w ogóle kosztuje.
Senior przedstawił wyliczenia ze swoich czterech profesjonalnych audytów:
-
Fotowoltaika: 43 tysiące złotych
-
Pompa ciepła: 38 tysięcy złotych
- Łączny koszt inwestycji: ponad 80 tysięcy złotych
A ile wynosi państwowe dofinansowanie dla małżeństwa z łączną emeryturą w wysokości 7 tysięcy złotych (czyli 3,5 tys. zł na osobę)? Zaledwie 17 tysięcy złotych.
– Z czego mam sfinansować resztę? Z czego mam wziąć ponad 60 tysięcy? To „Czyste Powietrze” to jest chyba program tylko dla bezrobotnych. Mam dochód 3600 zł na osobę i na nic więcej się nie kwalifikuję! – punktował zrezygnowany senior.
Ekologiczne chęci są, tyle że system wymyślono tak, aby „przeciętnie sytuowany” emeryt musiał albo wziąć gigantyczny kredyt na starość, albo dalej palić w starym piecu i wysłuchiwać pouczeń o niespełnianiu unijnych norm.
Kardiolog na rok 2027. Płać i płacz albo czekaj
Najbardziej dramatyczny fragment wypowiedzi dotyczył jednak ochrony zdrowia – tej samej, którą rządzący obiecywali uzdrowić natychmiast po przejęciu władzy. Głos w słuchawce należał do człowieka po ciężkim zawale serca. Zgodnie z zaleceniami lekarzy, kontrolną wizytę u kardiologa powinien odbywać przynajmniej raz na pół roku. Rzeczywistość w publicznym systemie NFZ? Ostatnia wizyta: lipiec ubiegłego roku, a kolejny wyznaczony termin: LIPIEC 2027 ROKU!
Dwa lata oczekiwania na rutynową kontrolę dla człowieka z chorym sercem. Wybór jest prosty: albo ryzykujesz życiem, albo idziesz do gabinetu prywatnego. A tam sam wjazd to 350-400 zł za samą konsultację, do tego komplet płatnych badań i horrendalnie drogie leki dla dwóch chorujących osób w gospodarstwie domowym.
Szara rzeczywistość kontra telewizyjna propaganda
Wypowiedź anonimowego emeryta w trzy minuty obnażyła bezsens rządowej narracji. Polacy nie żyją wskaźnikami z prezentacji multimedialnych w ministerstwach. Żyją cenami na stacjach benzynowych, w nieocieplonych domach i w niekończących się kolejkach do lekarzy specjalistów.
Kiedy minister klimatu i reprezentanci koalicji opowiadają w telewizji o „nowoczesnej Polsce”, zniecierpliwieni obywatele patrzą w swoje portfele i na kalendarz wizyt lekarskich. I widzą wyraźnie, że pod rządami obecnej ekipy na nowoczesność stać najwyżej tych, którzy polityczne głupoty wymyślają na państwowych posadach.
źr. wPolsce24 za Polsat News/X









