Niezwykłe wyznanie selekcjonera Hiszpanów. Luis de la Fuente: „Modlę się codziennie. Bez Boga życie nie miałoby sensu”

Oto inspirujący obraz człowieka, który udowadnia, że wierność tradycyjnym wartościom i twarda, męska pobożność mogą iść w parze z historycznymi triumfami na najwyższym światowym poziomie.
Wiara to nie talizman. „Nie proszę Boga o wygraną”
Podczas konferencji prasowych dziennikarze wielokrotnie próbowali sprowadzić religijność de la Fuente do poziomu sportowego przesądu czy „szczęśliwego talizmanu”. Reakcja trenera za każdym razem była stanowcza i głęboko teologiczna.
Modlę się codziennie, ale nie dlatego, że gramy na mistrzostwach, i nie po to, by wyciągnąć korzystny wynik. Byłoby to skrajnie niesprawiedliwe prosić Boga, by pomógł akurat mnie, a nie moim rywalom. Moja modlitwa to wyraz wdzięczności”.
De la Fuente z właściwą sobie prostotą tłumaczy, że każdy poranek zaczyna od dziękczynienia za dar życia, zdrowie i możliwość wykonywania swojej pracy. Jak sam podkreśla, uważa się za prawdziwego „wojownika”, który nie boi się żadnej walki – pod warunkiem, że Pan Bóg zachowa go w zdrowiu.
Sprzeciwia się jednocześnie traktowaniu wiary jako mechanicznego rytuału:
Nie jestem przesądny. Nie zakładam żółtej koszuli tylko dlatego, że w niej wygrałem. Jeśli modlę się dziś i jutro, to dlatego, że robię to niezmiennie od wielu lat”.
Świadomy wybór dojrzałego mężczyzny
Choć 65-letni szkoleniowiec pochodzi z tradycyjnej, religijnej rodziny z Haro w regionie La Rioja, to otwarcie przyznaje, że jego droga do Boga nie była jedynie kwestią nawyku. Decyzję o pełnym i gorliwym zaangażowaniu w życie Kościoła podjął jako dojrzały człowiek po głębokim procesie wewnętrznej refleksji.
W wywiadach dla hiszpańskich mediów de la Fuente podkreśla walor wolności, jaki niesie ze sobą chrześcijaństwo: „To moja osobista i całkowicie wolna decyzja. W dojrzałym życiu utwierdziłem się w przekonaniu, że wiara jest dokładnie tym, czego potrzebuję”.
Selekcjoner La Furia Roja głośno dopomina się o prawo katolików do publicznej obecności: „Tak jak ja szanuję agnostyków czy ateistów, tak samo my, wierzący, mamy pełne prawo wymagać szacunku dla naszych przekonań”. Swoich sukcesów nie przypisuje ślepemu trafowi:
Szczęście to wygrana na loterii. W sporcie decyduje praca, którą uświęcamy codziennym wysiłkiem”.
Świeca dla Dziewicy i miłość do El Cachorro
Pobożność Luisa de la Fuente ma bardzo konkretne, tradycyjne oblicze, zakorzenione w bogatej duchowości hiszpańskiej. Szkoleniowiec jest znanym czcicielem patronki swojego rodzinnego miasta, Virgen de la Vega.
Tradycją stało się, że przed każdym meczem reprezentacji przed jej wizerunkiem płoną świece. Podczas wielkich turniejów, gdy obowiązki selekcjonera uniemożliwiają mu osobistą wizytę w sanktuarium, zapalenie świec wotywnych powierza swojemu zaufanemu przyjacielowi, który przesyła mu nagrania wideo z tego momentu.
Drugim wielkim filarem jego duchowości jest legendarna rzeźba Chrystusa Konającego z Sewilli – Cristo de la Expiración, znana szerzej jako El Cachorro. To właśnie tam, u stóp umierającego na Krzyżu Zbawiciela, hiszpański trener szuka wyciszenia, pokoju i tak potrzebnej w jego profesji odporności psychicznej.
„Chrystus daje mi spokój, bezpieczeństwo, ciszę i zaufanie” – te słowa de la Fuente brzmią jak gotowy program formacyjny dla każdego, kto zmaga się z ogromną presją otoczenia. Pokazują one postać lidera kompletnego: wymagającego profesjonalisty na boisku i pokornego pielgrzyma przed tabernakulum.
W tym nagraniu Luis de la Fuente wprost odnosi się do swoich katolickich przekonań, podkreślając potrzebę szacunku dla wiary w przestrzeni publicznej.
źr. wPolsce24








