Zaskakujący film. Szwedzcy dyplomaci promują „Lalkę”... czy kontrowersyjne dzieło Netflixa?

W mediach społecznościowych pojawił się materiał wideo przygotowany przez placówkę dyplomatyczną w Warszawie. Przedstawiciele Sztokholmu opublikowali nagranie, w którym czytają fragmenty powieści Bolesława Prusa. To zabawne wideo, na którym dyplomaci zmagają się z wyzwaniami polskiej mowy, miało być ukłonem w stronę naszej kultury. Z reguły takie filmy wzbudzają sympatię, ale tym razem... pojawiły się kontrowersje.
Wszystko przez to, że dla niektórych widzów nowe dzieło Netflixa, które ma niewiele wspólnego z oryginałem, zamiast „Lalki” pokazuje postmodernistyczny erzac delikatnie jedynie inspirowany twórczością Prusa.
Netflix w tle dyplomacji
Czy i tu za eleganckim gestem kryje się zwykła komercyjna machina? Tego oczywiście nie wiadomo, ale inicjatywa dyplomatów jest powiązana z działaniami promocyjnymi platformy Netflix oraz hasztagiem #Lalkafilm. Niektórzy internauci sugerują, że zamiast niezależnej promocji literatury, placówka włączyła się w marketingowy szum wokół korporacyjnej produkcji, która nie we wszystkich wzbudza zachwyt.
- To wręcz festiwal hipokryzji współczesnych elit - komentują użytkownicy portalu X.
Bez wątpienia wspieranie amerykańskiego koncernu, który nie ukrywa swojego dystansu do konserwatywnych wartości, musi budzić krytykę. Zwłaszcza, że twórcy Lalki potraktowali polską klasykę wyłącznie jako pretekst do podbicia zasięgów w sieci.
Zmieniona fabuła i fala oburzenia
Powodem do zgrzytu jest przede wszystkim sam charakter nowej adaptacji. Netflixowa „Lalka” to produkcja, która z treścią i duchem oryginalnego dzieła ma niewiele wspólnego.
Od premiery serialu na platformie VOD przez serwis X przetacza się fala oburzenia związana z nową adaptacją „Lalki”. Nowa produkcja nie tylko charakteryzuje się „nieprusowską fabułą”, ale mocno zaskakuje tych, którzy znają oryginał. Twórcy pięknie odtworzyli scenografię, skupiając się głównie na kostiumach i wizualnych detalach. Niestety, widzowie - zamiast wiernego oddania realiów XIX-wiecznej Warszawy - otrzymali produkt skrojony pod współczesne formaty lewicowo-liberalnego mainstreamu.
Niektórzy narzekają, że polska tradycja stała się tu jedynie zbędnym dodatkiem. Dzieło bez wątpienia budzi kontrowersje, choć jednocześnie jest jednym z najbardziej popularnych seriali w ostatnich miesiącach. Tę popularność próbowali wykorzystać teraz szwedzcy dyplomaci, choć chyba nie mieli pojęcia, na jak delikatny grunt wkraczają ze swoim filmem...
źr. wPolsce24 za X






