Skandal w Sejmie! Poseł KO pomylił salę plenarną z przedszkolem

O incydencie poinformowała sama parlamentarzystka w sieci.
- Pytacie mnie Państwo, co sądzę o takim zachowaniu posła sekretarza. No cóż, niewiele, ale komuś sala sejmowa pomyliła się z przedszkolem – skomentowała Matysiak.
Komentatorzy nie zostawiają na gwiżdżącym pośle suchej nitki. Tego typu odruchy pasują do niedojrzałego małolata, który próbuje zwrócić na siebie uwagę w szkolnej ławce, a nie do powagi wysokiej izby. Zachowanie polityka to pokaz infantylności i braku kindersztuby. Zamiast argumentów, w Sejmie oglądamy popisy rodem z piaskownicy, gdzie dorosły facet zachowuje się jak rozwydrzony dzieciak, który nie potrafi okiełznać emocji.
Rozumiemy, że poseł KO wywodzi się ze środowiska sportowego (był odnoszącym sukcesy badmintonistą), w którym, na niektóre zachowania przymyka się oczy, ale to jeszcze nie powód, by robić z Sejmu arenę.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że dla niektórych polityków mandat okazał się zbyt dużym ciężarem, a brak kultury próbują maskować podwórkowymi zaczepkami.
Polacy oczekują od reprezentantów powagi i szacunku dla instytucji państwa, a nie żenującego spektaklu i małolackich odruchów. Czy gwiżdżący poseł doczeka się reprymendy? Szczerze wątpimy, wszak za standardy na Wiejskiej odpowiada marszałek Czarzasty, a on wie, że karcić, to można wyłącznie polityków opozycji.
źr. wPolsce24








