Odlot niemieckiego publicysty. Zasugerował, że Trump jest rosyjskim agentem korzystając ze źródeł... stworzonych przez KGB

Dla każdego uważnego obserwatora geopolityki jest oczywiste, że - od początku swojej drugiej prezydentury - Donald Trump wykorzystuje każdą możliwą okazję do tego, aby upokorzyć Niemców i pokazać im ich miejsce w szeregu. Przykłady? Ot, choćby spotkania z premierem Wielkiej Brytanii czy prezydentem Francji i brak chęci do rozmowy z Olafem Scholzem.
Trump uznał, że odchodzący kanclerz Niemiec nie jest dobrym partnerem do dyskusji, ale zaszczytu rozmowy z prezydentem USA nie dostąpił też Friedrich Merz, lider CDU i prawdopodobnie przyszły kanclerz Niemiec.
Do tego na każdym kroku 47. prezydent Stanów Zjednoczonych podkreśla, że Niemcy nie robią wystarczająco dużo w kwestii zbrojeń i nie są przykładem wiarygodnego partnera. Te wszystkie zniewagi są oczywiście dobrze odczytywane u naszych zachodnich sąsiadów, a niemiecka prasa nie zostawia suchej nitki na amerykańskiej polityce. Stąd - także w Polsce - wszystkie medialne i polityczne agentury niemieckiego wpływu mocno krytykują poczynania amerykańskiej głowy państwa.
Najdalej poszedł wspomniany Brachmann, który na łamach FAZ analizował list otwarty Lecha Wałęsy do Donalda Trumpa. Niemiecki publicysta cytował nawet fragment wspomnianej epistoły, gdzie zasugerowano, że atmosfera w Gabinecie Owalnym podczas rozmowy z Zełenskim "przypominała przesłuchania przez Służbę Bezpieczeństwa".
W tym kontekście Brachmann przypomniał o wypowiedzi byłego oficera KGB Alnura Musajewa, który twierdził, że Trump został zwerbowany podczas pobytu w Moskwie i Leningradzie w 1987 r. przez KGB i występował w aktach pod pseudonimem „Krasnow”. Co prawda dziennikarz „FAZ” przyznał, że Musajew jest „podejrzaną postacią” i trudno mu wierzyć, jednak kierując się dewizą „po czynach go poznacie” należy stwierdzić, że „czyny Putina demaskują go jako agenta Putina”.
źr. wPolsce24 za Polsat News/PAP