Kobiety w kamaszach? Dziwny wpis lidera partii Razem, który błyskawicznie zniknął z sieci. O co chodzi?

Lewicowy postulat a wojskowa rzeczywistość
We wpisie na platformie X Adrian Zandberg stwierdził jasno: "Razem opowiada się za armią zawodową. Służba w armii i w policji powinna być otwarta zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet".

Wpis... po kilku minutach zniknął, nie do końca wiadomo dlaczego.
Być może lider lewicowej formacji zdał sobie sprawę, że postulat "otwarcia" polskiej armii dla pań to pukanie do otwartych drzwi. Kobiety w Wojsku Polskim są przecież obecne od lat, a ich liczba lawinowo rośnie.
O ile w 2020 roku służyło ich ponad 8 tysięcy, w 2024 roku zawodowych żołnierek było już ponad 17 tysięcy, a najnowsze dane wskazują, że łącznie w różnych formach służby wojskowej jest ich obecnie blisko 37 tysięcy.
Polki z powodzeniem służą dziś we wszystkich korpusach i rodzajach sił zbrojnych.
Od Izraela po Skandynawię, gdzie kobiety idą na front?
Koncepcja masowego udziału kobiet w systemie obronnym nie jest na świecie nowością, choć państwa, które wdrażają ją najskuteczniej, stawiają nie na armię zawodową – jak postuluje Razem – lecz na powszechny, obowiązkowy pobór.
Sztandarowym przykładem jest Izrael. W Siłach Obronnych Izraela (IDF) obowiązkową służbę wojskową odbywają zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Służba pań trwa zazwyczaj dwa lata, a wojsko otwiera przed nimi większość wszystkich stanowisk. Żołnierki służą m.in. w batalionie Karakal – jednostce lekkiej piechoty, gdzie stanowią nawet 70 proc. składu osobowego.
W Europie trend ten najwyraźniej widać w państwach skandynawskich. Norwegia i Szwecja to kraje, które już wprowadziły neutralny pod względem płci pobór do wojska, a w 2026 roku do tej grupy dołącza Dania. Decyzje te w państwach basenu Morza Bałtyckiego nie są podyktowane wyłącznie ideologią, ale pragmatyzmem: problemami demograficznymi i palącą potrzebą realnego wzmocnienia potencjału militarnego państwa w kontekście rosyjskiego neoimperializmu.
Generałowie stawiają sprawę jasno: armia to nie zabawa
Jak na perspektywę rosnącej roli kobiet w systemie obronnym patrzą polscy wojskowi? Eksperci dostrzegają potrzebę angażowania pań, jednak kładą nacisk na profesjonalizm i surowy rygor, który nie uznaje taryfy ulgowej.
Były dowódca Wojsk Lądowych, gen. Waldemar Skrzypczak, idzie w swoich ocenach znacznie dalej niż politycy lewicy. Wojskowy otwarcie opowiada się za powrotem do obowiązkowego poboru, podkreślając, że w obliczu współczesnych zagrożeń powinien on objąć również kobiety.
Są one potrzebne - zaznacza jednoznacznie generał, argumentując, że każdy poborowy przed wysłaniem na ewentualny front musi przejść gruntowne przeszkolenie.
Z kolei gen. Roman Polko, były dowódca jednostki GROM, przypomina, że służba w armii – niezależnie od płci – wymaga absolutnego dostosowania się do reguł, a nie traktowania wojska jako platformy do medialnego lansu.
Komentując zjawisko promowania się w mundurze przez internetowe celebrytki, generał zwracał uwagę na etos żołnierza.
Każda armia ma system wartości. To gotowość do poświęcenia, działanie zespołowe. Regulamin funkcjonowania zawiera elementy, które nie powinny być przekraczane - tłumaczył gen. Polko, ucinając wizje wojska jako tła do "autopromocji".
Polska armia dziś jest w pełni profesjonalna, płeć schodzi na dalszy plan, a liczą się kompetencje i dyscyplina. Adrian Zandberg proponuje równy dostęp do armii zawodowej, który de facto już obowiązuje. Jednak z perspektywy dowódców polskie uwarunkowania geopolityczne mogą wkrótce wymagać od społeczeństwa znacznie większego, powszechnego zaangażowania w obronność - bez podziału na płeć.
źr. wPolsce24 za X









