IKEA kolejny raz zwalnia pracowników. To będzie cios dla całego regionu

Dramat dla setek polskich rodzin
W zakładzie IKEA w Wielbarku (woj. warmińsko-mazurskie) wiosną przeprowadzono zwolnienia grupowe, które objęły ok. 240-250 osób spośród 1,5 tys. pracowników. To cios dla regionu, w którym szwedzki gigant z siedzibą w Holandii jest największym pracodawcą - czytamy w serwisie Money.pl
Decyzja o masowych zwolnieniach w zakładzie produkcyjnym pod Babimostem uderzyła w mieszkańców jak grom z jasnego nieba, pozbawiając pracy ponad jedną czwartą dotychczasowej załogi. W mniejszych ośrodkach, gdzie duży zakład przemysłowy stanowi często jedyne źródło stabilnego utrzymania, likwidacja 250 etatów oznacza życiowy dramat dla setek polskich rodzin. Korporacja tłumaczy swoje posunięcie spadkiem popytu na rynkach światowych oraz koniecznością dostosowania mocy wytwórczych, jednak za chłodnym żargonem komunikatów kryje się bezwzględna logika globalnego biznesu.
Przez lata koncern IKEA kreowany był w mediach głównego nurtu na wzór odpowiedzialnego pracodawcy i filar rozwoju gospodarczego. W wielu przypadkach tak było. To dlatego Samorządowcy budowali wokół zagranicznej fabryki całe strategie, podporządkowując lokalną infrastrukturę oraz rynek pracy jednemu, obcemu podmiotowi.
Dzisiejsza sytuacja w ogromnym stopniu obnaża zgubne skutki uzależnienia od wielonarodowych korporacji kosztem budowania silnego, rodzimego przemysłu. Zagraniczne zarządy podejmują decyzje wyłącznie na podstawie arkuszy kalkulacyjnych, nie licząc się z losem polskich miasteczek, dlatego przy rosnących kosztach i spadku sprzedaży na Zachodzie oszczędności najłatwiej wprowadzać redukcjami etatów w Polsce.
Kryzys całego sektora
Drastyczne cięcia u szwedzkiego giganta to nie odosobniony przypadek, lecz symptom głębokiego kryzysu, w jakim pogrąża się cały polski sektor meblarski. Nasz kraj przez dekady budował pozycję meblarskiej potęgi Europy, jednak dziś w polską produkcję uderza się z kilku stron jednocześnie. Przedsiębiorstwa duszą się pod ciężarem restrykcyjnej unijnej polityki klimatycznej, drastycznych cen energii, braku realnej ochrony rynku wewnętrznego oraz stale rosnących kosztów pracy.
Przestrzegaliśmy przed tą sytuacją od dawna, opisując na łamach naszych mediów skutki i genezę kryzysu meblarskiego. Dziś widać, iż w konsekwencji cierpią nie tylko wielkie zakłady, ale przede wszystkim setki małych i średnich polskich podwykonawców, dla których wstrzymanie zamówień oznacza bezpośrednie widmo upadłości.
Wydarzenia w Wielkopolsce po raz kolejny dowodzą, jak złudna i naiwna była wiara w to, że zagraniczny kapitał zagwarantuje Polsce trwały dobrobyt. Ponadnarodowe koncerny kierują się wyłącznie rachunkiem zysków i strat, dlatego Polska pilnie potrzebuje suwerennej, przemyślanej strategii przemysłowej. Zamiast faworyzować obcych potentatów, państwo musi postawić na ochronę rodzimej wytwórczości, wsparcie polskich przedsiębiorców oraz budowę stabilnych miejsc pracy opartych na rodzimym kapitale, tylko wówczas decyzje o przyszłości polskich rodzin będą zapadać w kraju, a nie w zagranicznych gabinetach korporacyjnych dyrektorów.
źr. wPolsce24 za Money.pl











