Koniec niemieckiej potęgi. Koncern wyrzuci z pracy ponad 20 tysięcy osób. Wszystko przez "zieloną" energię

Dramat w Norymberdze. 900 osób traci pracę
Liczby mówią same za siebie. Z 1800 pracowników zatrudnionych w norymberskiej fabryce Boscha, docelowo pracę ma stracić aż 900 osób. Redukcje etatów, które zostały zaplanowane do 2029 roku, wywołały wstrząs za naszą zachodnią granicą. Dla lokalnej społeczności to prawdziwy dramat, a dla całej Europy: wyraźny sygnał ostrzegawczy.
Decyzja zarządu to policzek dla pracowników. Jak informują związkowcy, przez ostatnie lata załoga regularnie godziła się na bolesne ustępstwa: obniżki pensji i uelastycznienie czasu pracy. Wszystko po to, by utrzymać rentowność zakładu i ratować miejsca pracy. Dziś dowiadują się, że ich poświęcenie poszło na marne. A to dopiero wierzchołek góry lodowej, bo w ramach globalnej restrukturyzacji koncern planuje zlikwidować aż 22 tysiące stanowisk.
Ofiary klimatycznej ideologii
Dlaczego potężny niemiecki przemysł, przez dekady wzór efektywności, nagle się chwieje? Odpowiedź na to pytanie jest brutalnie prosta i niewygodna dla brukselskich elit. Zakład w Norymberdze produkował głównie podzespoły do tradycyjnych silników spalinowych, które przez lata były symbolem niezawodności.
Ideologiczny dyktat Unii Europejskiej, wymuszający przyspieszone i często nielogiczne przejście na samochody elektryczne, całkowicie zniszczył opłacalność tej produkcji. Kiedy dorzucimy do tego rynkową ofensywę zasilanych państwowymi dotacjami firm z Chin, otrzymujemy gotowy przepis na katastrofę. Europejskie firmy zmuszane są do kapitulacji w wyścigu, który same sobie narzuciły, realizując unijne dogmaty. W praktyce "zielona transformacja" zamiast obiecywanego dobrobytu, na tym etapie historii przynosi zamykanie fabryk i rosnące bezrobocie.
Czerwona lampka dla Polski
Sytuacja za Odrą to nie tylko niemiecki problem. To bezpośrednie zagrożenie dla polskiej gospodarki. Niemcy przez lata funkcjonowały jako motoryzacyjne serce Europy, wokół którego orbitowały setki polskich podwykonawców. Upadek tradycyjnego przemysłu samochodowego w Niemczech nieuchronnie uderzy rykoszetem w nasze rodzime firmy.
Te decyzje mają także wymiar polityczny, bo dla wielu osób - także w Niemczech - kryzys Boscha to ostateczny dowód na to, że czas przestać ślepo podążać za brukselskimi wytycznymi. To lekcja także dla Polski, bo skoro najbogatsi i najsilniejsi na kontynencie nie są w stanie ochronić swoich obywateli przed skutkami radykalnej polityki klimatycznej, naiwnością byłoby sądzić, że my przejdziemy przez ten proces suchą stopą. Gospodarka potrzebuje zdrowego rozsądku i wolnego rynku, a nie odgórnego planowania, które pod płaszczykiem ekologii niszczy dorobek całych pokoleń Europejczyków. Inaczej groźba politycznych radykalizmów stanie się odczuwalna także nad Wisłą.
źr. wPolsce24 za Bankier.pl









