Publicystyka

Rząd Tuska znów zmienia narrację. Można się już pogubić, która wersja jest aktualna

opublikowano:
mid-26704008
(fot. PAP/Tomasz Wojtasik)
Rząd Koalicji 13 Grudnia znów próbuje zmienić narrację. Wcześniej twierdzili, że PiS jest prorosyjski – a teraz zarzucają tej partii, że wysłała za dużo broni do broniącej się przed rosyjską agresją Ukrainy.

Lata temu Donald Tusk powiedział rosyjskiej agencji Interfax, żeby traktować poważnie jego cel – polepszenie stosunków polsko-rosyjskich. W 2009 roku zapowiadał, że razem z Putinem przypilnują, by nikt piachu w tryby nie sypał, gdy Polska znów zbliży się do Rosji. Rok później, już po Smoleńsku, szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow, został zaproszony przez ówczesnego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego na odprawę polskich ambasadorów. Nawet rosyjskie media podkreślały, że to bezprecedensowe wydarzenie. W wyborach samorządowych w 2014 roku PSL straszył, że jeśli PiS dojdzie do władzy, to wypowie Rosji wojnę.

Prorosyjski PiS

Kiedy Rosja dokonała pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, Polacy rzucili się jej na pomoc. Wyczuwszy zmianę wiatrów, obóz polityka, którego popularny rosyjski portal nazwał naszym człowiekiem w Warszawie, radykalnie zmienił narrację. Zaczął nagle twierdzić, że PiS jest partią prorosyjską, szukając coraz bardziej absurdalnych argumentów na poparcie tej śmiałej tezy.

Niektórzy próbowali zrobić rusofila nawet z śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który już w 2008 roku ostrzegał publicznie przed rosyjską agresją na Ukrainę. 

Wyobraźcie sobie, w jak trudnej sytuacji byłaby dzisiaj Polska, gdyby Polacy nie odsunęli tej (coraz wyraźniej) prorosyjskiej i antyeuropejskiej ekipy od władzy" – pisał jeszcze w lutym Tusk.

Niedawno te oskarżenia wróciły ze zdwojoną siłą – prorosyjski w oczach przedstawicieli rządu jest każdy, kto krytykuje antypolską politykę historyczną rządu w Kijowie, wzmacnianie kultu zbrodniarzy z UPA czy też okazywany przez niego skrajny brak wdzięczności za okazaną pomoc.

Kolejny zwrot 

Wygląda jednak na to, że teraz rząd po raz kolejny chce odwrócić narrację o 180 stopni. Niedawno pojawiły się bowiem informacje – na razie niepotwierdzone – że rząd Tuska nie tylko przekazał Ukrainie efektory do systemu przeciwlotniczego Patriot, ale także oddał jej swoje miejsce w kolejce do zakupu kolejnych. To wywołało zrozumiałą falę oburzenia. Coraz więcej wskazuje, że reakcją obozu władzy na ten – kolejny już w ostatnim czasie kryzys wizerunkowy – będzie przekonywanie elektoratu, że oni wcale tej Ukrainie tak bardzo nie pomagają.

Fakty o donacjach sprzętu dla Ukrainy. Rząd PiS – 44. Rząd Koalicji 15 Października – 4" – napisała z dumą na portalu społecznościowym X Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocnik rządu ds. programu SAFE, która zdaniem wielu komentatorów została wyznaczona przez Tuska na następczynię.

W podobnym tonie, choć jeszcze nieco subtelniej, wypowiedział się rzecznik rządu Adam Szłapka. 

Chcecie licytować się na to, kto przekazał Ukrainie więcej sprzętu? Proszę bardzo. Za rządów PiS były 44 pakiety wsparcia, za obecnego rządu – 5 – napisał, w tym samym wpisie prosząc, by nie nagłaśniać tej afery i „nie robić Putinowi prezentów”.

Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział także odtajnienie listy sprzętu wojskowego przekazanego Ukrainie. Można chyba bezpiecznie założyć, że gdy zostanie odtajniona, pojawi się narracja „nie czepiajcie się nas o Patrioty, patrzcie, ile sprzętu oddał PiS”.

Nie rozumieją, w czym jest problem 

Tyle tylko, że ta narracja jest fundamentalnym niezrozumieniem tego, w czym tkwi problem. Owszem, PiS oddał ogromne ilości broni Ukrainie. Zrobił to nie z powodu rusofobii czy pro-banderyzmu, jak czasem oskarżają go o to wyborcy pewnych partii, a dlatego, że leżało to - i nadal leży - w polskim interesie. W interesie Polski jest to, by rosyjscy żołnierze tracili zdolność bojową w "mięsnych szturmach" na jakąś wioskę na wschodniej Ukrainie, a nie, by upojeni zwycięstwem stali na granicy Polski, zerkając łapczywie na Zachód. A bez broni z Polski, która przybyła w kluczowym momencie wojny, byłby to bardzo realny scenariusz.

Ważne jest jednak nie to, ile broni przekazaliśmy, a jaką. Rząd PiS przekazywał broń, która jest już przestarzała lub taką, której stany można łatwo uzupełnić, równocześnie prowadząc bezprecedensowy program wzmacniania polskiej armii. Mogliśmy przekazać czołgi T-72 czy PT-91, bo zamówiono już ogromne zapasy znacznie nowocześniejszych Abramsów czy K-2. Mogliśmy przekazać haubice Krab, bo zwiększono ich produkcję i zamówiono dodatkowo K-9. Przekazaliśmy Ukrainie MiGi-29 czy Mi-24, bo kończył im się resurs, części zamienne są coraz trudniejsze do dostania, a Polska zamówiła F-35 czy AH-64 Apache. Przekazywaliśmy karabiny Grot, bo FB Radom jest w stanie wyprodukować kolejne na nasze potrzeby.

Z Patriotami, o ile faktycznie je przekazano, sytuacja jest zupełnie inna. Te efektory są produkowane wyłącznie w USA i kosztują fortunę. Co więcej, wojna na Ukrainie i ataki Iranu na ościenne państwa sprawiły, że wiele rządów zaczęło dużo poważniej traktować swoją obronę przeciwlotniczą, a Patrioty stały się bardzo chodliwym towarem. Amerykańskie koncerny zbrojeniowe zwiększają produkcję, by odpowiedzieć na zwiększone zapotrzebowanie na broń, ale to nie jest szybki proces. 

Czym będziemy się bronić? 

Jeśli Rosja nas zaatakuje, to jest jasne, że rozpocznie od uderzenia rakietami i dronami w nasze bazy wojskowe, fabryki czy miasta. To abecadło prowadzenia nowoczesnej wojny. Z tego powodu od lat budujemy jeden z najsilniejszych systemów obrony przeciwlotniczej na świecie. Tymczasem, jeśli faktycznie przekazaliśmy Ukrainie te Patrioty i oddaliśmy miejsce w kolejce do zakupu kolejnych, rząd Tuska – który regularnie lubi straszyć, że wojna jest tuż tuż – celowo i znacząco go osłabił. Nikt nie neguje, że Ukraina, na której codziennie od rosyjskich rakiet i dronów giną cywile, potrzebuje tych efektorów – ale, jakby brutalnie to nie zabrzmiało, to nie ukraińskie miasta powinny być dla polskiego rządu priorytetem.

Jak nowa narracja rządu, o PiS-ie rozbrajającym Polskę by pomóc Ukrainie, „sklei się” z wcześniejszą narracją, że to zasadniczo agenci Putina? Nijak. Nie da się sensownie przejść z jednej narracji do drugiej. Ba, nie da się wykluczyć, że Koalicja 13 Grudnia będzie stosować obie narracje naprzemiennie, w zależności od potrzeb. Nie od dziś jej politycy sprawiają wrażenie, że uważają swój żelazny elektorat za zbyt głupi, by wyłapać tę sprzeczność.

Co gorsza – biorąc pod uwagę, że ten po raz trzeci oddał im władzę – tu akurat mogą się nie mylić.

źr. wPolsce24 

Publicystyka

Karnowski wygarnął prawdę o raperze Macie

opublikowano:
Jacek Karnowski uderza w Matę
Jacek Karnowski uderza w Matę (fot. wPolsce24, youtube)
W programie „Salon Dziennikarski” na antenie telewizji wPolsce24 wybrzmiały mocne, bezkompromisowe słowa dotyczące kondycji psychicznej i moralnej polskiej młodzieży oraz destrukcyjnego wpływu współczesnej popkultury. Redaktor Jacek Karnowski w dosadny sposób wskazał źródła kryzysu, w jakim znajduje się dziś wielu młodych ludzi, uderzając bezpośrednio w idoli lansowanych przez liberalno-lewicowe salony - w tym w rapera Matę.
Publicystyka

Groźny szeryf z Al. Ujazdowskich kontra piksele. Internet bezlitośnie kpi z krucjaty Donalda Tuska

opublikowano:
Donald Tusk walczący z grami komputerowymi
Donald Tusk walczący z grami komputerowymi (fot. shutterstock)
Kiedy brakuje pomysłu na realne rządy, a kryzys goni kryzys, w gabinetach władzy zawsze odkurza się sprawdzony manewr: znaleźć wroga zastępczego, groźnie zmarszczyć brwi i ogłosić narodową mobilizację w obronie dzieci. Donald Tusk postanowił przypomnieć Polakom swoje „najlepsze” cechy despoty z minionej epoki. Efekt? Zamiast powagi i strachu, szef rządu doczekał się fali bezlitosnego rechotu, a ze sprawy wymagającej poważnego podejścia, zrobił pośmiewisko. Okazuje się, że najlepszą bronią przeciwko autorytarnym zapędom nie jest nawet gniew, lecz bezlitosna satyra.
Publicystyka

Przerażający potwór zjada nasze miliony! Poseł PiS odsłonił jego twarz skrytą za maską złoczyńcy i wywołał burzę

opublikowano:
Kanthak pokazał twarz potwora
Kanthak pokazał twarz potwora (fot. wPolsce24)
Przez miesiące rządzący tłumaczyli nam, że gigantyczna dziura budżetowa i galopujące zadłużenie to siła wyższa – jakiś metafizyczny byt, klątwa albo zjawisko nadprzyrodzone. Tymczasem w sejmowych korytarzach doszło do dekonspiracji w stylu kultowego „Scooby-Doo”. Poseł Jan Kanthak ściągnął kominiarkę z „tajemniczej zjawy” i pokazał Polakom prawdziwą twarz architekta finansowej katastrofy.
Publicystyka

Festiwal obłudy w wykonaniu prezydent Dulkiewicz w Krakowie. Trudne pytania to nie hejt, a Gdańsk nie rozliczył własnych grzechów

opublikowano:
Aleksandra Dulkiewicz
Aleksandra Dulkiewicz zaangażowała się w wybory w Krakowie. (fot. Fratria/ M. Czutko)
Gdy rozum śpi, budzą się demony. Gdy brakuje argumentów merytorycznych, na jaw wychodzą niewygodne fakty dotyczące miejsca zamieszkania i braku realnych związków z miastem, w sztabach lewicowo-liberalnych elit natychmiast uruchamiany jest ten sam, doskonale znany mechanizm obronny: karta ofiary. W Krakowie jesteśmy świadkami politycznego teatru, w którym uzasadnioną i konieczną w procesie demokratycznym dociekliwość dziennikarzy próbuje się zakrzyczeć opowieściami o „hejcie”, a jako moralną tarczę ściąga się Aleksandrę Dulkiewicz i tragedię sprzed lat.
Publicystyka

Pół miliona migrantów i ekspresowe wybory. Czy Tusk pójdzie tą samą ścieżką co Madryt?

opublikowano:
Polityczny pojedynek na tle wiadomości
Kryzys polityczny w Hiszpanii, decyzje Pedro Sáncheza i spór o migrację wywołują debatę w Europie. Czy wydarzenia w Madrycie będą miały wpływ także na Polskę?(fot. Fratria/PAP/EPA)
Lewacki premier Hiszpanii Pedro Sanchez ogłosił kolejne już w swojej politycznej karierze premiera przedterminowe wybory. Skąd w nim tyle odwagi, by poddać się ocenie wyborców, którzy w większości mają serdecznie dość jego rządów?
Publicystyka

Sekielski zachwycony opisem Czarzastego, co takiego robił w polu. Degrengolada postępuje

opublikowano:
Tomasz Sekielski nie tylko wykazał pełne zrozumienie dla knajackiej wypowiedzi marszałka Sejmu, ale wręcz uznał ją za potrzebną!
Tomasz Sekielski nie tylko wykazał pełne zrozumienie dla knajackiej wypowiedzi marszałka Sejmu, ale wręcz uznał ją za potrzebną! (Fot. Fratria)
Język polski słynie z bogactwa, plastyczności i niezwykłego zasobu słownictwa. Można nim opisać najskrajniejsze emocje, skomplikowane procesy historyczne i cywilizacyjny skok Polski po wstąpieniu do Unii Europejskiej. Jednak dla marszałka polskiego Sejmu Włodzimierza Czarzastego oraz dziennikarza Tomasza Sekielskiego jednorazową miarą postępu cywilizacyjnego okazało się… „sranie w polu, bo nie było kibli”. Taki poziom dyskursu serwują nam dziś ludzie, którzy na co dzień aspirują do roli członków elity. To naprawdę przerażające!