Dramatyczny pożar pod Otwockiem. W płomieniach stanęły hale ze zniczami. Zagrożony wielki zbiornik z parafiną!

Dramat rozegrał się wczesnym rankiem, przed godziną 6:00. Spokój mieszkańców podwarszawskich Piotrowic przerwały wycie syren alarmowych i unoszący się nad okolicą gęsty słup czarnego dymu. Płomienie błyskawicznie objęły dwie konstrukcje magazynowe o wymiarach 30 na 15 metrów oraz 30 na 8 metrów. W środku znajdowały się tysiące gotowych zniczy przygotowanych na najważniejszy dla branży okres w roku – uroczystość Wszystkich Świętych.
Heroiczna akcja polskich strażaków
Do walki z żywiołem natychmiast skierowano potężne siły – na miejscu zjawiło się aż 27 zastępów Państwowej i Ochotniczej Straży Pożarnej, w tym specjalistyczna grupa ratownictwa chemicznego.
Strażacy musieli zmagać się z ekstremalnie trudnymi warunkami: gęstym dymem i niebezpiecznymi zarzewiami ognia, który z powodu łatwopalnego asortymentu wciąż odżywał pod zgliszczami. Kluczowym punktem operacji stała się obrona potężnego zbiornika o pojemności 10 metrów sześciennych wypełnionego parafiną. Przegrzanie i zapłon takiej ilości surowca groziłyby katastrofalnymi skutkami dla całej okolicy. Ratownicy nieustannie chłodzą zbiornik prądami wody, nie dopuszczając do tragedii.
Straty rodzimego biznesu i paraliż komunikacyjny
Na szczęście w pożarze nikt nie odniósł obrażeń, a aparatura pomiarowa wykazała, że dym nie stworzył bezpośredniego zagrożenia toksycznego dla mieszkańców. Niestety, bilans materialny jest bolesny – to ogromny cios dla lokalnego wytwórcy i przedsiębiorstwa tuż przed kluczowym świętem, w które miliony Polaków tradycyjnie zapalają światło pamięci na grobach swoich bliskich.
Z powodu akcji gaśniczej służby całkowicie zablokowały drogę wojewódzką nr 801 na odcinku od ronda w Sobiekursku do Piotrowic, kierując ruch na objazdy.
Jak tłumaczy oficer prasowy otwockiej komendy policji, podkomisarz Patryk Domarecki, w chwili obecnej nie można podać przyczyn pożaru.
Jeżeli mamy pożar, trwa akcja gaśnicza, dopiero potem wykonywane są oględziny wraz z biegłym z zakresu pożarnictwa i pod nadzorem prokuratora, stąd na razie nie możemy powiedzieć nic więcej - powiedział Domarecki w rozmowie z portalem wPolsce24.
źr. wPolsce24 za rmf24






