Prezydent Nawrocki utarł nosa Sikorskiemu. Ale to Tusk upokorzył ministra

Konstytucja i ustawa o służbie zagranicznej nie pozostawiają złudzeń. Zgodnie z art. 39 ustawy to Prezydent Rzeczypospolitej powołuje i odwołuje ambasadorów. Próby omijania Pałacu Prezydenckiego, obsadzanie kluczowych placówek tymczasowymi dyplomatami w randze chargé d’affaires oraz wysyłanie skrajnie upolitycznionych postaci pokroju Bogdana Klicha czy Ryszarda Schnepfa to jawne łamanie dobrych obyczajów i uderzenie w powagę polskiej polityki zagranicznej.
Kto naprawdę blokuje kompromis?
Relacja prezydenta Nawrockiego rzuca zupełnie nowe światło na kulisy negocjacji. Głowa państwa wykazała maksimum dobrej woli. Jak ujawnił prezydent, podczas merytorycznych spotkań z Sikorskim wypracowano konkretną „mapę drogową” wyjścia z impasu – z uwzględnieniem kompromisu, ustępstw obu stron i uczciwego parytetu obsady kluczowych placówek. Wszystko było dopięte na ostatni guzik.
Dlaczego plan runął? Bo to nie Radosław Sikorski podejmuje realne decyzje. Prezydent wprost wskazał, że szef MSZ nie jest „gospodarzem sytuacji”, a wypracowane porozumienie zostało zablokowane przez jego politycznego zwierzchnika.
Po co mam rozmawiać z ministrem, który nie jest gospodarzem sytuacji? Mogę rozmawiać z szefem ministra Sikorskiego, czyli z premierem Tuskiem. Jeśli pan premier chce wrócić do porozumienia, które nadal leży na stole, jestem gotów” — podkreślił Karol Nawrocki.
Odpowiedzialność za państwo ponad partyjniactwo
Postawa Karola Nawrockiego to lekcja państwowej odpowiedzialności. Prezydent nie ulega naciskom i nie godzi się na wybiórcze, prowizoryczne „załatwianie” pojedynczych nominacji, mimo że – jak sam zaznacza – na placówkach spotyka wielu świetnych fachowców. Cel Pałacu Prezydenckiego jest systemowy: przywrócenie konstytucyjnego ładu i trwałe uzdrowienie polskiej dyplomacji, którą resort Sikorskiego zepchnął w stan organizacyjnej prowizorki jeszcze za czasów prezydentury Andrzeja Dudy.
Prezydent wysyła czytelny sygnał: gotowość do kompromisu istnieje, a gotowa umowa wciąż leży na stole. Piłka znajduje się teraz w gabinecie Donalda Tuska. To premier musi zdecydować, czy woli kontynuować jałową wojnę ambicjonalną swojego ministra, czy usiąść do stołu z głową państwa i zadbać o powagę Rzeczypospolitej na arenie międzynarodowej.
źr. wPolsce za "Rzeczpospolita"









