Tak wyglądał luksus za żelazną kurtyną. Odkryto tajne plany PRL dotyczące Zamku Królewskiego

Gdy w latach 70. cały naród zrzucał się na odbudowę zrównanego z ziemią symbolu polskiej państwowości, w gabinetach komunistycznych decydentów toczyły się zupełnie inne dyskusje. Wystawa „Sekretne komnaty władzy ludowej”, udostępniona w Nowej Izbie Poselskiej Zamku Królewskiego w Warszawie, rzuca nowe światło na kulisy powojennej historii rezydencji.
Ekspozycja prezentuje nieznany dotąd szerzej, niezrealizowany projekt aranżacji luksusowych apartamentów rządowych, stworzonych specjalnie z myślą o przyjmowaniu najważniejszych zagranicznych gości reżimu PRL.


Ekskluzywna enklawa w sercu zabytku
Oryginalne szkice, plany architektoniczne i założenia koncepcyjne pokazują fascynujący kontrast pomiędzy oficjalną propagandą i rzeczywistością. Podczas gdy w przestrzeni publicznej Zamek Królewski miał pełnić rolę pomnika historii i kultury otwartego dla wszystkich obywateli, jego fragmenty planowano zaadaptować na ultranowoczesną, zamkniętą przestrzeń recepcyjno-mieszkalną o najwyższym ówczesnym standardzie.
Projekt zakładał stworzenie bazy noclegowej i reprezentacyjnej, która standardem nie ustępowałaby zachodnim hotelom dyplomatycznym. Odizolowane ciągi komunikacyjne pozwalające na dyskretne przemieszczanie się gości oraz służb ochrony. Do tego wyposażenie i wzornictwo czerpiące z ówczesnych trendów designu lat 70., przygotowane z materiałów niedostępnych dla przeciętnego obywatela.
Te wnętrza miały olśniewać zachodnich polityków oraz delegacje z bloku wschodniego, budując wizerunek nowoczesnej, otwartej Polski Ludowej.
Dlaczego plan nigdy nie wszedł w życie?
Koncepcja ostatecznie upadła, a Zamek - szczęśliwie - zachował wierność historycznej rekonstrukcji oraz instytucji muzealnej. Na drodze stanęły m.in. opór środowisk konserwatorskich, komplikacje architektoniczne związane z zachowaniem zabytkowych traktów, a także narastający pod koniec lat 70. kryzys gospodarczy.
To kolejny paradoks Polski Ludowej, która często zaskakuje tym, że miała jednak jakieś granice destrukcji tego, co stanowi własność państwową. Bez wątpienia wystawa w Nowej Izbie Poselskiej to rzadka okazja, by zobaczyć alternatywną wersję historii jednego z najważniejszych polskich zabytków - opowieść o tym, jak symbol narodowej tożsamości o mały włos nie zamienił się w rządowy hotel dla dygnitarzy.
źr. wPolsce24











