Ostateczny koniec CPK? Bruksela zakręca kurek, w budżecie gigantyczna dziura

Obecny kryzys wokół finansowania inwestycji trudno traktować w oderwaniu od politycznej przeszłości. Przypomnijmy, przez długi czas politycy koalicji Donalda Tuska bezpardonowo atakowali ideę Centralnego Portu Komunikacyjnego, deprecjonując ją jako „megalomańską mrzonkę”, „polityczny mit” czy zbędny wydatek, otwarcie sugerując całkowite zamrożenie prac i likwidację spółki.
Dopiero potężny, oddolny opór społeczny, powszechna mobilizacja Polaków ponad podziałami oraz nieugięta postawa ekspertów zmusiły premiera do wykonania taktycznego zwrotu i ogłoszenia, że projekt - choć w zmienionej, mocno „okrojonej” formule - będzie kontynuowany. Dziś jednak, gdy na jaw wychodzą wielomiliardowe braki budżetowe, wielu komentatorów zadaje sobie pytanie, czy tamta deklaracja nie była jedynie polityczną zasłoną dymną, a rzeczywisty plan rządu polega na cichym zagłodzeniu strategicznego projektu z braku determinacji w walce o fundusze?
Zamiast dynamicznego rozwoju strategicznego węzła transportowego, Polacy otrzymują kolejne sygnały o drastycznym kurczeniu się budżetu flagowej inwestycji. Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, unijne wsparcie dla Kolei Dużych Prędkości, które miało stanowić fundament finansowy projektu, staje pod wielkim znakiem zapytania.
Brutalne cięcie brukselskich dotacji
Z ustaleń gazety wynika, że Ministerstwo Infrastruktury oficjalnie przyznaje, iż pozyskanie zakładanych wcześniej kwot jest po prostu nierealne. Podczas posiedzenia sejmowej komisji wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak wprost rozwiał nadzieje na pełne finansowanie z unijnej kasy w perspektywie budżetowej na lata 2028–2034.
Przypomnijmy:
-
33,6 mld zł - tyle według wieloletniego planu inwestycyjnego przyjętego pod koniec 2024 r. miało wpłynąć z funduszy unijnych na sam komponent kolejowy,
-
10–12 mld zł - to maksymalna kwota, na jaką według obecnych szacunków resortu Polska może faktycznie liczyć ze strony Unii Europejskiej,
-
Ponad 20 mld zł - tyle wynosi powstała luka finansowa, na którą rząd pilnie musi znaleźć pokrycie.
Zamiast zapowiadanych strumieni euro na kluczową trasę Warszawa – Łódź – Poznań/Wrocław, na stole leży najwyżej jedna trzecia obiecanych funduszy.
Tajemnicze „inne źródła”. Kto zapłaci za brakujące miliardy?
Łączny koszt komponentu kolejowego CPK zaplanowano na kwotę 76,8 mld zł. Poza środkami unijnymi, ponad 43 miliardy złotych miały pochodzić z emisji obligacji skarbowych. Teraz, gdy w unijnym filarze zieje ponad 20-miliardowa wyrwa, pojawia się pytanie o stabilność całego przedsięwzięcia oraz o to, czy koszty te nie zostaną przerzucone bezpośrednio na polskich podatników.
Przedstawiciele resortu nie potrafią jeszcze wskazać konkretnych rozwiązań:
Brakujące środki trzeba będzie znaleźć z innych źródeł. Pracuję nad tym. Na razie nie chcę mówić o szczegółach” – uciął krótko wiceminister Piotr Malepszak w rozmowie z „DGP”.
Tego typu mgliste deklaracje budzą uzasadniony niepokój opinii publicznej i ekspertów od infrastruktury. Przejście od ambitnych planów rozwojowych do doraźnego łatania budżetu pokazuje, jak iluzoryczne okazało się poleganie wyłącznie na hojności unijnych urzędników w projektach o kluczowym znaczeniu dla polskiej suwerenności gospodarczej.
Amputacja projektu zamiast skoku w przyszłość?
Środowiska konserwatywne oraz eksperci ds. bezpieczeństwa narodowego od dawna alarmują, że Centralny Port Komunikacyjny to nie tylko wygoda podróżowania, ale przede wszystkim strategiczne okno na świat, impuls dla polskiej gospodarki i kluczowy element logistyki wojskowej w ramach wschodniej flanki NATO.
Kolejne cięcia, opóźnienia i urealnianie planów „w dół” rodzą obawy, że projekt zostanie zredukowany do fasadowej skali, która nie zagrozi dominującej pozycji zachodnich węzłów przesiadkowych. Czy rząd znajdzie odwagę, by zabezpieczyć finansowanie z krajowych rezerw, czy też będziemy świadkami kolejnego etapu zwijania polskich aspiracji?
źr. wPolsce24 za DGP






