Mróz-Gorgoń z kolejną "fuchą na państwowym"? Tym razem na szali los polskiego banku

Likwidacja żubra – symbolu repolonizacji
Według doniesień branżowych mediów, nowy prezes Banku Pekao Cezary Stypułkowski, wcześniej związany z niemieckim mBankiem, złożył już w Urzędzie Patentowym wnioski o rejestrację znaków „Polbank” oraz „Polbank24”. Na stole leży wariant całkowitego pożegnania się z dotychczasową marką Pekao, a przede wszystkim usunięcie z logotypu ikonicznego żubra.
Oficjalny pretekst? Bank tłumaczy, że „ocenia swoją pozycję rynkową”, a nieoficjalnie mówi się o rzekomym „myleniu Pekao z PKO BP”. Taka argumentacja brzmi jednak kuriozalnie w ustach menedżerów zarządzających drugą co do wielkości instytucją finansową w Polsce. Żubr to nie tylko rozpoznawalne logo obecne na polskim rynku od 1997 roku, a sam bank powstał w 1929 roku, jako Polska Kasa Opieki. To przede wszystkim potężny symbol repolonizacji sektora bankowego.
Warto przypomnieć: żubr zniknął z szyldów w 2012 roku, gdy bank znajdował się w rękach włoskiego giganta UniCredit. Powrócił triumfalnie w biało-czerwonych barwach dopiero w czerwcu 2017 roku, gdy państwowe PZU oraz Polski Fundusz Rozwoju odkupiły strategiczny pakiet akcji, odzyskując kontrolę nad polskimi finansami. Dziś, pod nowym kierownictwem, symbol ten znowu staje się solą w oku.
W tle Mróz-Gorgoń i publiczny grosz
Kto stoi za koncepcją tak radykalnych zmian? Jak ustaliły media, w pracach analitycznych nad rebrandingiem Pekao brała udział dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń. Jak wynika z jej oświadczenia majątkowego, osobiście zrealizowała dla kontrolowanego przez Skarb Państwa banku płatne opracowanie przygotowujące grunt pod likwidację dotychczasowego wizerunku.
Dla państwowej kasy i wizerunku instytucji publicznych to postać wyjątkowo symptomatyczna. Zanim opinia publiczna dowiedziała się o jej zleceniach w bankowości, Mróz-Gorgoń została namaszczona w gabinecie Donalda Tuska na rządową pełnomocniczkę ds. promocji marki Polski. Choć z posady w KPRM musiała w niesławie zrezygnować po wybuchu skandalu wokół kompromitującego, zredagowanego przez sztuczną inteligencję raportu „Polaków portret własny”, to sieć powiązań i strumień zleceń z publicznych i państwowych podmiotów budzą ogromny niesmak.
Eksperci nie mają wątpliwości: ewentualny rebranding to gigantyczne koszty. Wymiana szyldów w setkach placówek, nowe systemy, kampanie marketingowe i prawnicze to wydatek rzędu kilkudziesięciu, a nawet ponad 100 milionów złotych. Czy w dobie zaciskania pasa przez Polaków i rosnących kosztów życia, państwowa instytucja powinna topić fortunę w wymazywanie narodowego symbolu, sowicie opłacając przy tym ludzi związanych z obecnym układem władzy?
Pytania o intencje
Wielu komentatorów i klientów banku zadaje dziś proste pytanie: po co niszczyć markę budowaną przez pokolenia, która kojarzy się z polskim kapitałem, bezpieczeństwem i siłą? Zastąpienie sprawdzonego, tradycyjnego żubra i marki Pekao bezduszną kalką po istniejącym już kiedyś podmiocie jakim był Polbank wygląda nie na rynkową konieczność, lecz na ideologiczne odcinanie się od sukcesów repolonizacji i robienie miejsca na lukratywne faktury dla zaprzyjaźnionych „doradców”. A może chodzi o coś innego? Skoro dawny Polbank został wykupiony przez austriackiego Raiffeisena, to kto wie, czy gigant nie rości sobie praw do marki, za które będzie trzeba zapłacić?
źr. wPolsce24 za wPolityce.pl, Wirtualne Media






